CIĄŻA

Znieczulenie przy porodzie – tak czy nie?

Znieczulenie przy porodzie – tak czy nie?

Nie,(!) absolutnie, w żadnym wypadku, urodzę sama bez znieczulenia bo jestem odporna na ból i tyle! Poza tym Kasia, Basia i Jola też urodziły bez znieczulenia, jak one dały radę to i ja dam! Później te pochwały i klepanie po pleckach, że dzielna jestem i taka super. Tak myślicie? Przy pierwszym porodzie bałam się znieczulenia, bo nasłuchałam się samych złych rzeczy. Co prawda jestem odporna na ból, ale czy ten ból przy porodzie musi być na pierwszym planie? Przy drugim porodzie, nawet jakbym chciała to już było za późno a trzeci mówili, że dziecko wyskoczy mi najszybciej. Szkoda, że się mylili 😛 Co prawda, nie byłam zwolenniczką tego typu rozwiązań. Wiedziałam na co mnie stać i znam swoją odporność na ból. Leki – tylko w ostateczności. Znieczulenia się bałam, ale nie samego wstrzyknięcia, ale tego co będzie później. Na temat znieczulenia wiedziałam niewiele i to były same złe opinie. Dlatego przy dwóch porodach nie chciałam znieczulenia. Jest grupa kobiet, która panicznie boi się porodu, taka fobia porodowa – prowadzi to do tego, że nie chcą mieć dzieci lub decydują się na jedno. Jest kilka sposobów na znieczulenie przy porodzie – zewnątrzoponowe, leki przeciwbólowe, jakieś gazy rozweselające

Do trzech razy sztuka…

Tak, zdecydowałam się na znieczulenie przy porodzie. Było kilka powodów. Głównym powodem było to, że byłam tak zmęczona, że nie wiem czy zebrałabym moc na całą akcję.  To była druga ledwo przespana noc i nie miałam już siły. Poprzednia noc była ciężka, bo akurat Lilka ząbkowała, nie odespałam a kolejna noc to wizyta w szpitalu. Nie miałam zamiaru prosić o znieczulenie przy porodzie, jednak ten poród był na tyle niespodziewany i stresujący, że się zdecydowałam. Tak jak wcześniej pisałam, mówili mi, że jestem „wprawiona” (haha), że ten poród to tylko kichnięcie. Jednak towarzyszący stres, że będzie to wcześniak i nerwy o jego zdrowie wcale nie pomagały. Zaciskałam poduchę w zębach, w pozycji embrionalnej odcinając moje dziecko od tlenu. W takich sytuacjach się nie myśli, nie przeżywa porodu jak coś wspaniałego. Miałam wrażenie, że ból był najgorszy ze wszystkich porodów, mimo wmawiania sobie, że dam radę, nie dałabym…

Jak rękę odjął

Serio. Znieczulenie do porodu pozwoliło mi przeżyć poród, nawet powiem, że komfortowo, świadomie. Na sali towarzyszył mi Piotrek i położna, co chwilę przychodzili lekarze, sprawdzić czy z moim Wcześniakiem wszystko dobrze w brzuszku. Czułam ból, ale 99% mniejszy niż wcześniej. Ból ten towarzyszył tylko przy skurczach, więc pomiędzy skurczami mogłam normalnie przeżywać poród i świadomie myśleć. I przy okazji takich rozmów mogliśmy przemyśleć i podjąć decyzję o krwi pępowinowej – TU. Przy bólach, skurczach nie mogłabym się na tym skupić. Prawdopodobnie kolejny raz nie pobralibyśmy krwi pępowinowej.

Znieczulenie przy porodzie – kiedy, gdzie, czy boli, inwazyjne czy nie?

Powiem na własnym przykładzie, wiedz, że każda kobieta jest inna i inaczej odczuwa, reaguje na ból czy strach przed wkuciem. Ja bałam się jednego, że zaszkodzę dziecku. Jednak znieczulenie zewnątrzoponowe nie przenika do łożyska, krwi ani nie otumania. Wiadomo, ryzyko jest wszędzie. Lekarz nie ukrywał, że kobiety różnie znoszą znieczulenie zewnątrzoponowe – gdy znieczulenie „odchodzi” kobiety skarżyły się na uczucie ciągnięcia czy po prostu ból po wkuciu. Jednak, anestezjolog rozwiał moje wątpliwości. Zgodziłam się. Po czym pielęgniarka przeprowadziła ze mną rozmowę, prosiła bym ułożyła się na boku w pozycji embrionalnej, chowając głowę. Czułam jak anestezjolog smaruje mi dolną część pleców i czekałam… aż w końcu zapytałam kiedy będzie się wkuwał. Usłyszałam śmiech na sali, gdyż był już założony cewnik a ja nawet nie poczułam tego momentu. Taki zabieg trwał 10 -15 minut. Po niedługim czasie mogłam już robić co chcę. Czyli świadomie myśleć (śmiesznie to brzmi ale tak było – nie mogłam myśleć o niczym innym tylko – ból), ten komfort to wszystko sprawiło, że na prawdę miło wspominam ten czas. Znieczulenie jak w zegarku skończyło działać po 2 godzinach, ale już byłam na końcówce i nie brałam kolejnej dawki. Wszystko poszło tak sprawnie. Miałam motywację i siłę by nauczyć się w końcu karmić piersią. Po urodzeniu Borysa nie czułam bólu kręgosłupa, ani w miejscu wkucia. Nie miałam żadnych niepokojących objawów. I wiesz co Ci powiem, że jeśli stałabym przed kolejnym wyborem czy brać czy nie – bez zastanowienia bym się zdecydowała.

Warto wiedzieć

Tak to mniej więcej wyglądało. Jednak warto wziąć pod uwagę, że nawet jak bardzo chcesz znieczulenie, mówiąc już na Izbie Przyjęć, nie koniecznie je otrzymasz. Anestezjolog jest niczym duch, niby jest, ale jak Piotrek pytał o niego przy poprzednich porodach ani razu nie trafił 🙂 Często jest tak, że są inne zabiegi i jego obecność tam jest niezastąpiona.  Ale jak już Ci się uda, to takie znieczulenie podają już przy 4-5 cm rozwarcia a nawet 7-9 cm. Ważne jest to, by główka jeszcze nie trafiła do kanału rodnego. Wtedy już po zawodach, musisz liczyć na siebie 🙂 Nie wiem jak to jest dokładnie, bo nigdzie o tym nie słyszałam, nie czytałam, że by skorzystać ze znieczulenia zewnątrzoponowego, wcześniej trzeba mieć zrobioną morfologię. Traf chciał, że morfologię miałam zrobioną dzień wcześniej i wyniki miałam ze sobą, co ważnie nie minęły 24 godziny. Potraktowali je za aktualne i informacja o znieczuleniu szybciej dotarła niż czekając na badania i do kolejki 🙂

 

 

 

Może cię zainteresować