MISZMASZ

Zima, zima, zima

Przyszła zima, spadł niedowierzany przeze mnie śnieg. To co?! Czas na zimowe szaleństwo! Tak przynajmniej myślałam…

 

A co miałam na myśli? Tak jak wcześniej pisałam tu o wyjeździe w góry, zachciało mi się zimowych spacerów, szczypiącego mrozku i pokazać Młodemu, że w taką pogodę też jest fajnie. Chodzenie po śniegu,bałwany, robienie „aniołków” czy rzucanie śnieżkami nie robiły wrażenia na moim Julku. No nic – pomyślałam, sanki na pewno mu się spodobają. Tym bardziej, że widząc syna wyglądającego przez okno, patrzącego na spadające płatki śniegu słyszałam radość – mamo, patrz śnieg!  Byłam przekonana, że podczas wyjścia na podwórko będzie się cieszył i szalał. I…była zabawa przez jeden dzień. Inne wyjścia kończą się tak samo – „mamo, chcę do domu” czy „weź mnie”. Starałam się zachęcić go do zabawy, pokazując inne dzieci, że się cieszą z białego puchu. Nic z tego…

Zamiast korzystać z tego co przyniosła zima, On – zatęsknił za latem. Będąc w parku powiedział – mamo, chodź, chodź – łapiąc mnie za rękę i prowadząc w miejsce, które znał. Nie myślałam, że pamięta, przecież dawno tu nie byliśmy. Zaprowadził mnie na… plac zabaw. Mamo chodź tu! – wołał, otwierając bramkę i kierując się w kierunku zjeżdżalni, ciuchci i drabinek. Na to wszystko próbował wejść. Nie dało się przetłumaczyć, że są one zasypane śniegiem i nie jest teraz czas na taką zabawę. Wielki smutek i żal…

Oto nasze wyprawy 🙂

 

Może cię zainteresować