MISZMASZ

Wzruszająca szkoła uczuć

Kilka dni temu pisałam o mowie mojego dwulatka. Chyba podziałało…

Często ja z mężem mówiliśmy do naszego bączka „powiedz to, powtórz tamto” a młody patrzył na nas szyderczym uśmiechem i mówił, a nawet krzyczał NIE. A teraz? Teraz słucha o czym rozmawiamy i powtarza słowa, które mu wpadną w ucho. Cierpliwość popłaca. Dodam, że jesteśmy na etapie „mamo, co to”.

No ale nie o tym miałam znów pisać, to tylko takie nawiązanie.Chcę napisać trochę o uczuciach, którymi darzymy nasze dziecko. Wychowując dziecko, chcąc nie chcąc ono naśladuje rodzica, papuguje to co on robi. My zawsze staramy się okazywać uczucia i mówić mu, że go kochamy.Tyle razy słowa te słyszał, że szkoda gadać.  Przejdę teraz do konkretów – podczas zabawy, mężowi udało się go nauczyć „kocham cię”.  Pomyślałam sobie, to tylko/ aż kolejne słowo które opanował mój bączek. Ku mojemu zdziwieniu maluch wydusił to z siebie a w jakim momencie?

Wydaje się, że takie dziecko jeszcze nie rozumie, zawsze wiedziałam, że rozumie, ale tym razem mnie zaskoczył. Podczas zabawy niepozornie stanął w drzwiach z uśmiechem na twarzy, wyciągnął ręce do przytulenia i wyrwał do mnie w biegu mówiąc „kocham cię mama” ! Pomyślałabym, że to tylko słowa, które nauczył go tatu, ale nie, to przytulenie potwierdziło, że nie dość, że taki brzdąc wszystko rozumie to jeszcze ma uczucia.

Kolejną sytuacją utwierdzającą w przekonaniu, że rozumie co te słowa znaczą jest gra uczuć. Nie moja a jego. Zauważył cwaniak jak zrobiło mi się przyjemnie i miło po usłyszeniu „kocham cię mama”, że postanowił to wykorzystać. Nabroił. Widział, że tej jego mamie jest przykro. Siedziałam na kanapie nie opierając się, on w to miejsce wszedł i co? Przytulił mnie od tyłu za szyję i powiedział ponownie te słowa. Rozczuliłam się. Jak można się na niego gniewać?

Może cię zainteresować