PARENTSY

Wyzwanie Matki Polki, czyli kolejna…ciąża?

Dzień z życia matki …

Postanowiłam zrobić wyzwanie Matki Polki. Po co? Pod tym jednym względem mój dzień wygląda strasznie. Nie mam na to czasu w dzień a wieczór sprzyja mi i nadrabiam. Szkoda, że nie robię tego z umiarem i…głową. Bo właśnie poczułam „rezultaty”. Dzień jak co dzień – rano myję twarz i zęby, wskakuję w dresy lub getry do tego koszulka i lecę z tym dniem.

Ogarniam dzieci do żłobka/przedszkola i sruuu robię krótki spacer. Gdy przychodzę piję kawkę, rytualne przytulaski i heheszki z Boryskiem i zabieram się za domowe obowiązki. Rzadko kiedy mam pusty kosz na pranie lub brak sterty ciuchów do prasowania, rozładowanie i załadowanie zmywarki przynajmniej dwa razy, nie wspomnę o tym co jest na podłodze. Także kiedy część ogarnę robię drugie śniadanie dla Borysa i za chwil kilka kładę go na drzemkę. Wtedy łapię za jakąś przekąskę by uciszyć bulgotanie w żołądku i wracam do obowiązków. Borys wstaje, wcina obiad i znów robimy rundę po Lilkę. Wracamy – Lila je obiad. Później wraca Juli i też je obiad. Gdy się czymś zajmą robię sobie coś do jedzenia – wtedy zbierają się „sępy” i objedzą mnie mimo, że przed chwilą jedli obiad (któryś z kolei bo w żłobku i przedszkolu też jedzą). No cóż kąpiel, kolacja dla dzieci i spać…

I zaczyna się impreza…

Zbliża się godzina 21. Moja impreza. Dla mojego podniebienia i żołądka. Pan Mąż zazwyczaj przygotuje mi coś do jedzenia. Ale mój żołądek domaga się więcej i więcej. Bo…ma apetyt, bo nie dostał tyle w ciągu dnia ile powinien, bo chce mi się coś słodkiego a może coś do pochrupania. No bo jak?! Zapycham się na samą noc i idę spać… To jest straszne! Jestem w ciąży, tylko, że niestety… spożywczej. W ciągu kilku miesięcy waga poszła mi do góry, teraz czuje to po sobie i zamierzam to zmienić. Nie czułam dodatkowych kilogramów, gdyż dresy i getry wcisnę na cztery litery zawsze, gorzej jak chciałam się wbić w spodnie, które nosiłam jeszcze we wrześniu. A tu psikus! Waga, jako liczba kilogramów mi nie przeszkadza, ale to co za tą wagą idzie. Wiem, że idą wakacje, ale ta opona wkoło brzucha jest mi zbędna. Nie uniesie mnie na wodzie a pociągnie w dół. Do tego moja cera, nie pamiętam bym miała coś takiego wcześniej, ech… Podejmiesz ze mną to wyzwanie?

Zróbmy coś dla siebie, czyli wyzwanie Matki Polki

Wiem, że wszystko siedzi w głowie. Będąc w ciąży lub matką karmiącą umiałam zjeść zdrowo i wykluczyć to co bleee. Starałam się dostarczać organizmowi i dziecku tyle, ile potrzebował. Nie rezygnując przy tym ze słodyczy, bez których nie mogę żyć. Zdążyłaś przeczytać, że jadłam 3 posiłki, które zaczynałam dość późno. Także szoku dla organizmu też nie zamierzam zafundować. Dlatego też zacznę małymi krokami (nie śmiej się z tego, ja dopiero zaczynam :P). Postaram się jeść 5 niewielkich posiłków do godziny 19:00 i przyjmować przynajmniej 2,5 l płynów dziennie. Do tego 15 minut lekkiej gimnastyki w ciągu dnia, oczywiście nie wliczając spacerków czy biegania za dziećmi po placu zabaw. Nie ukrywam, że liczę na Ciebie, razem będzie łatwiej, dotrzymasz mi kroku? Czekam również na Wasze wskazówki, mile widziane pod wpisem. Może podejmę kolejny level haha

Może cię zainteresować