MALUCH

Sesja noworodkowa. Wyszło nam?

Sesja noworodkowa

Po sesji fotograficznej w szpitalu, chciałam zrobić sesję tą bardziej lukrową dla maleństwa. Przeraziły mnie ceny za pakiety fotograficzne, zbliżone oczywiście do tej sesji szpitalnej. Nie przejrzałam wszystkiego, tylko proponowane pierwsze strony. Ale taka mini sesja: trwa godzinę, tylko dwie stylizacje, 8 zdjęć i jeśli się chce dokupić dodatkowe ujęcia trzeba dopłacić 30 zł za sztukę, a sesja nie należy do tanich. Taka godzina pracy to 400 zł. Większe pakiety = większe pieniądze.
Stwierdziłam, że spróbujemy swoich sił jako fotograf i fotografka (ja i mąż). Każda osoba inaczej widzi taką sesję, dlatego pracowaliśmy wspólnie. Aparat mam, kocyki mam, tła nie ale zastąpiłam ścianą 🙂 , czas się znajdzie a ubranka się kupi. Wyjdzie taniej – pomyślałam. Żałuję tylko, że nie zrobiliśmy synkowi takiej sesji niemowlęcej, bo to świetna pamiątka.

Podział obowiązków

Stylizację ja wybrałam  i obróbka zdjęć została mężowi. Ruszyłam się by poszukać jakieś słodkie ubranka dla naszej modelki. Znalazłam kilka ciuszków i wzięliśmy się do roboty. Rozpędziłam się, nie tak od razu, bo musiałam poczekać na zamówione ciuszki. Czapeczka była robiona na zamówienie, jak również tiulowe śliczności. Dobrałam również tiulowe pompony, których za bardzo nie wykorzystałam do sesji, ale ślicznie ozdobią kącik małej zołzy, więc się nie zmarnują. Ubranka na pewno jeszcze wykorzystam, gdyż są w przedziale wiekowym 0-6 miesięcy a różowa tiulowa spódniczka starczy na nieco dłużej. Ceny przedstawiają się następująco:

Majtusie – 0- 6 mcy – 17 zł

Rampersy koronkowe  0- 6 mcy – 35 zł

Tiulowa spódnica – 60 zł

Opaska z tiulowym pomponikiem – 10 zł

Opaska z kokardką – 9,90 zł

Czapka krasnal – 28 zł

Cena za wymienione ubranka wyniosła nas 159,90 zł, nawet jakbym doliczyła 3 pompony to byłoby dodatkowo 55 zł, a to nie 400 zł. Plusem jest, że ubranka zostaną.
Nadszedł dzień domowej sesji. Podejścia były dwa. Z rana, gdzie myślałam, że maleństwo po nocy będzie wypoczęte i szybko nam to pójdzie. Niestety. Mimo tego, mała złośnica nie miała humoru i musieliśmy przeczekać, nakarmić i wyspać dzieciątko. Do tego synek chciał nam „pomóc” i nie szło tak dobrze. Przy drugim podejściu poszło nieco sprawniej, młody miał drzemkę, mała chętniej współpracowała, ale po prawie dwugodzinnych przebierankach, padła jak muszka. Brakuje mi tylko takiego „śpiącego dzieciątka na zdjęciach” ale oczywiście nie mogło być jak ja chce, zołza postawiła na swoim.

Organizacja sesji noworodkowej

Zastanawiam się czy taka mini sesja się opłaca, bo przecież nie wyczuję dziecka jakie będzie w czasie zaplanowanej sesji. Sesję trzeba wcześniej umówić i nawet kiedy wydaje się, że codziennie nasze maleństwo jest wypoczęte o jakimś czasie, jak na złość może się to zmienić. Trzeba byłoby dopłacać nieplanowane pieniądze, a to nie mało. W naszym przypadku nie dałoby się z małą pracować i co? Na siłę?  Chyba, że fotograf ma wyuczony jakiś czar by zaklinać dziecko na czas sesji by zawsze się uśmiechało i wspaniale współpracowało.

Tadaaammm, efekty naszej pracy. Jak na początkujących amatorów to jak wyszło? Ocenicie? Weźcie pod uwagę, że nie mieliśmy profesjonalnych lamp, parasolek no i super doświadczenia 🙂

Może cię zainteresować