MALUCH

Wychuchane wydmuchane dziecko – czy to już nadopiekuńczość?

Wychuchane wydmuchane dziecko

Rodzicu drogi czy wiesz co to znaczy? Ja po części wiem, i pozbywam się tego nawyku. Czemu? Jest wiele powodów. Ale musiałam najpierw doświadczyć tego, dorosnąć i teraz mi lżej. Lżej z bardzo wielu powodów. Jednak syndrom pierwszego dziecka zmusił mnie do tego, bym miała wychuchane wydmuchane dziecko. Mając te słowa na myśli nie chodzi mi o wypucowane dziecko pod względem higienicznym czy schludnie ubranym. Nadopiekuńczość, przewrażliwienie – te cechy mam na myśli. Często MY mamy, jesteśmy przewrażliwione na punkcie swojego dziecka. Nie pozwalamy się ubrudzić, zostać samo w pokoju, zjeść samodzielnie bo się zadławi, przewrócić się, dotknąć zabawki, która nie była AŻ dzień umyta. Ja tak miałam, ale zrozumiałam czemu. Chciałam być idealną mamą i chciałam uniknąć „dobrych rad”. Tak się nie da, a mimo wszystko pod presją, robiłam wszystko by osłonić dziecko szklaną klatką.

Przełom

Nikt nie jest idealny, wiesz? Nawet jakby chwalił ochami i achami siebie względem idealnej Matki Polki, nie jest nią. Nie chcę być złośliwa, ale na taką też się znajdzie się haka. Nie bądźmy wrogo nastawieni, bo wszyscy jesteśmy jedną drużyną – Rodzicami, gramy do tej samej bramki i na tym samym nam zależy – na dobru naszego dziecka. Pamiętaj, że rodzicem się nie rodzisz a rodzicem się stajesz. Dlatego nie dajmy się zwariować i pozwólmy mu żyć. Mój przełom? Był! I jestem z siebie dumna, że nastąpił, serio!

To było narodzenie mojego drugiego dziecka – Liliany. Nastąpił moment, gdy zostałam sama z dwójką dzieci – kilkutygodniową Lili i dwuletnim Julkiem. Byłam jedna a siłą rzeczy ich dwoje. Nie da się skupić 100% uwagi na dwójce dzieci, nie rozdwoję się. Trzeba dać sobie czasu, cierpliwości a nawet jeśli trzeba, poczekać. Posłużę się przykładem. Jeśli karmisz jedno dziecko, musisz zadbać o jego skupienie z myślą, że to drugie jest samo obok w pokoju. Miałam poczucie winy, że pozostawiam tak Julka bo bałam się, że poczuje się odrzucony. Nie, jeśli to dobrze rozegramy. Nie spodziewałam się tego, że Juli będzie siedział i się bawił, zajmie się czymś bez…mamy. A jednak. Dzięki drugiemu dziecku zrozumiałam, że to pierwsze wcale nie musi być fajtłapką uwieszoną do sukienki mamy. Wiedziałam, że nadejdą takie chwile, że go nie upilnuję, choćbym była tuż za nim, w jednym pomieszczeniu.

Daleko od szczęścia?

Czy wychuchanie wydmuchane dziecko jest szczęśliwe? Nie mi oceniać. Jednak mam wrażenie, że dziecku trzeba dać zielone światło do poznawania świata, otoczenia, w którym się znajduje. Nie histeryzować. No bo sama powiedz – jak reagujesz na nakazy i zakazy? No właśnie. Mamy dzieci po to by wskazać im właściwą drogę, rozróżnić co jest dobre a co złe i przygotować je na różne sytuacje. Dać możliwość do rozwiązania konfliktu między sobą. Jeśli będziemy chronić dziecko od wszystkiego bo może stać się mu krzywda, wyręczać bo zrobisz to szybciej lub po prostu nie potrafi. Trzeba zadać dobie pytanie dlaczego nie potrafi i czy daliśmy mu szansę spróbować. Uwierz, że nie uchronisz dziecka przed innymi dziećmi, zachowaniem innych, choćbyś wychowała dziecko na najbardziej grzeczne. Ono musi się nauczyć życia. Tego brutalnego też.  To co możemy dać z siebie to – siebie – czyli wspierać, hartować, tłumaczyć. Pękam z dumy, gdy widzę nasze dzieci, że umieją się samodzielnie bawić, umieją wybrnąć z różnych sytuacji i radzić sobie na miarę swoich sił.

 

Może cię zainteresować