MISZMASZ

Wpływ środowiska szkolnego na psychikę dziecka

Wyzwanie do wpisu

Podjęłam wyzwanie do napisania wpisu na temat, który podsunęła mi Agata. Dla wyjaśnienia, Agata to dziewczyna, z którą „znamy się” z Intenetu. W sumie, znamy się to pojęcie względne 🙂 ale Agatę kojarzę, dlatego, że często pod postami zostawia komentarze 🙂 Tak było i tym razem, gdy zapytałam o czym byście poczytały. Wpływ środowiska szkolnego na psychikę dziecka… Hmm początkowo pomyślałam kim ja jestem, żeby w tym temacie się wypowiedzieć, skończyłam administrację publiczną a nie psychologię? Co ja mogę wiedzieć w tym temacie? Wydaje się, że wielkie NIC. Zdałam sobie sprawę, że nie muszę być w tym temacie wykształcona, czy przeczytać dziesiątki książek o psychologii… a z własnego życia mam taki przypadek. Tym przypadkiem jestem JA, która na własnej skórze doświadczyła przemocy psychicznej w szkole. I to na własnym przykładzie opowiem Ci, co czuje takie dziecko.

Czy to przemoc psychiczna?

Z pewnością w każdej klasie znajdzie się „kozioł ofiarny” i to nie jest tak, że jesteś nim od samego początku. W klasach panuje hierarchia, przynajmniej u mnie tak było. Głównie musisz sobie na to „zasłużyć” podpadając komuś kto ma władzę w klasie. Tak było ze mną. Od pierwszej klasy podstawówki miałam swoje ulubione koleżanki, jedne były z sąsiedztwa, które znałam już od kilu lat i takie, które poznałam uczęszczając do szkoły. Przede wszystkim byłam osobą skrytą, spokojną, bez wychylania się przed szereg. Jednak jedna z nowo poznanych koleżanek wykorzystała moje „cechy” by przeciwstawić prawie całą klasę przeciwko mnie. Tak się stało w piątej lub szóstej klasie i trwało do końca gimnazjum…

O co poszło? Nie pamiętam. Jednak w pamięci zostanie mi na zawsze ile musiałam znieść przez te lata w szkole. Wielkie upokorzenie. Wyobraź sobie, jedna z Twoich najlepszych koleżanek, z dnia na dzień zamienia się w Twojego wroga. Mało tego, ona ma swoich ludzi, którymi się wyręcza by nie mieć nic na sumieniu. Kim są takie osoby? W moim przypadku była to dziewczyna – na tamte czasy dość wysoki standard życia (Rodzice mieli dobrą pozycję w mieście), ładna, dzięki temu przeciwna płeć była na pstryknięcie palcem. Dość szybko „wypozycjonowała się” w klasie i była jej cichym przywódcą. Zlecała swoje „pomysły” innym, a oni wierni wykonywali je wsypując mi śnieg za bluzkę, wyzywając, ośmieszając, pisząc przykre liściki.

Strach przed konsekwencjami

Pewnie myślisz sobie, czemu nie poszłam z tym wyżej. Przecież tak się robi! Przede wszystkim w garści trzymał mnie strach i przyznanie się przed samą sobą, że spotkało to właśnie mnie. Już wtedy wiedziałam, że nie wygram. Przede wszystkich strach miałam przed tym, że jeśli powiem to poniosę konsekwencje – będzie jeszcze gorzej. Bardzo długo zwlekałam. Otóż przyszedł taki dzień, że zgłosiłam to ja lub jedna z nielicznych koleżanek do swojego wychowawcy, mimo strachu jak to się zakończy. Skończyło się na tym, że dwóch dziewczyn mamy zostały wezwane do szkoły, ja miałam się stawić u pedagoga szkolnego (za co zostałam dodatkowo wyśmiana). To byłoby na tyle. Czy coś się zmieniło? Nie. Bardzo dużo kosztowało mnie by zgłosić tę sprawę do wychowawcy, jak widać jak grochem o ścianę. Czy wychowawca zrobił wszystko co do niego należało? Z mojego punktu widzenia, nie. Co do „poskarżenia się” rodzicom – wstydziłam się. Wtedy wydawało mi się to zbyt błahe by zaprzątać głowę rodzicom. Świetnie kryłam swój problem, mimo wszystko TO siedziało w środku.

Małe zmiany

Wówczas zaczęła się pierwsza klasa gimnazjum, częściowo moja klasa została ta sama a część dołączyła z innej szkoły. Traf chciał, że „elita” została, kilka moich koleżanek też. Plusem było to, że nawiązałam nową przyjaźń, która trwała bardzo długo. Była to dziewczyna, która twardo stąpała po ziemi i również lubiana. Dzięki niej przetrwałam gimnazjum. Nadal były wobec mnie przykre wyzwiska, jednak przy jej boku mniej „bolało” i nie aż tak bardzo zwracałam na nie uwagę.

Jaki wpływ miało środowisko szkolne na moją psychikę?

Wpływ środowiska szkolnego na psychikę dziecka. Hmm jak to się ma do mnie? Wydaje się niczym – wyzwiska czy głupie kawały. Jednak odbiję to w innym świetle. Wyobraź sobie kilkunastoletnia dziewczynka, co ona mogła zrobić 20 lat temu? Chyba nie zrozumie ten, co przez taką mękę nie przeszedł.

Do rzeczy, jak ta sytuacja wpłynęła na moją osobę. To nic innego jak przemoc psychiczna… Słowa bardzo bolą i krzywdzą. W wyniku tego nie ma żadnych uszkodzeń na ciele ale w psychice owszem. Bez wątpienia moje poczucie własnej wartości legło w gruzach. Akceptacja siebie? Nie akceptowałam siebie. To wszystko tkwiło we mnie. Ciężko było mi uwierzyć w moje możliwości. W wielu sprawach wycofywałam się, nie miałam własnego zdania. A do tej pory wolę żyć w tłumie niż się wyróżniać. To mało?

Pójście do liceum było moim początkiem. Nowi ludzie, bez oceniania, dali mi wiarę, że rówieśnicy wcale nie muszą być źli. Musiały minąć lata mojej pracy nad sobą bym mogła na nowo się otworzyć i być sobą.

Kiedyś a dziś

Kiedyś napisałam wpis – po co mi to było – a w nim między innymi to, że możesz nawet nie znać mojego imienia. Jeśli pamiętasz moje początki pisania bloga to można było zauważyć, że były one bez naszych twarzy. Prawdopodobnie odezwał się wtedy we mnie ten brak akceptacji. Bez wątpienia bardzo dużo kosztowało mnie pokazanie siebie. Pisanie bloga było kolejnym moim krokiem na „walkę” o samoakceptację i wiarę w siebie. W pewnym sensie mogę powiedzieć, że to moja mini terapia dla duszy.

Zdecydowanie teraz jest jeszcze gorszy czas – mediów społecznościowych, gdzie wszystko trafia do Internetu. Jeden niewłaściwy ruch i już wszyscy mogą wiedzieć o tobie wszystko. I to na forum publicznym. Cieszę się, że wtedy (czyli szkolnych moich lat) jeszcze nie było to tak popularne. Prawdopodobnie doszłoby do tego, że zamknęłabym się na cały świat. Czasami zdarza mi się obejrzeć program, w którym nastoletnie dzieci są tłamszone przez inne. Z uwagi na pochodzenie, na orientację seksualną, na to jak ktoś wygląda… Dlatego tak ważna jest rozmowa z dzieckiem od najmłodszych lat i budowanie więzi rodzic – dziecko. W przypadku, gdy dziecko będzie czuło, że ma w nas rodzicach oparcie, zwróci się do nas w trudnej dla niego sytuacji. Ja tego oparcia nie miałam…

Przesłanie

Uwierz mi, nie łatwo było napisać moją historię ze szkoły. Mimo pokerowej twarzy, czułam żal i niemoc. Czułam się gorsza, upokorzona i do niczego. W tym wieku jest o bardzo trudne. Tym bardziej, że nie da się tego wymazać a z pamięci. Wiele razy próbowałam o tym zapomnieć, jednak są dni, gdzie mi nic nie wychodzi i wtedy nie myślę „dasz radę” tylko „jesteś do niczego”. Wydaje się, że w tym wieku (nastoletnim) wcale nie masz problemów, ale problemy są – proporcjonalnie do wieku. To, że nie umiałam wtedy sięgnąć po pomoc, idzie ze mną przez życie.

Świat się zmienia, idzie do przodu. Dlatego nie bądźmy obojętni. Dzieci są bardzo sprytne i jeśli tylko chcą mogą zakamuflować swój problem, tak jak zrobiłam to ja. Celem tego wpisu jest to, byśmy wzięli się do pracy nad swoimi dziećmi. Chciałabym, aby rodzice uświadamiali dzieciom od najmłodszych lat, że nie ma ludzi gorszych. Wszyscy są na tym samym poziomie, jedynie różni nas wygląd, zachowanie, sposób bycia etc. Bo świat byłby nudny jakbyśmy byli tacy sami. Oczywiście, nie trzeba wszystkich lubić, jednak tolerować tak.

Czysta kartka

Podsumowując, zobaczcie jak wielka odpowiedzialność jest na naszych barkach – dziecko. Ono jest jak czysta kartka, której możemy się pomału zapełniać i tworzyć dobre wspomnienia. Dzięki nam mały człowiek może odróżnić dobro od zła. Kreować w nim dobre nawyki, uczyć świata jakim jest, ale w tym wszystkim szanować siebie. Szacunek do drugiego człowieka jest bardzo ważny. Zarówno do tego starszego jak i tego małego. Relacje rodzic -dziecko są mega istotne. Dzięki temu, że dziecko będzie nam ufało, równie będzie umiało przyznać się do błędu jak i do zwierzenia się nam. Takim sposobem, będziemy mogli dostrzec co jest na rzeczy. Budowanie w dziecku poczucia własnej wartości, wspieranie i docenianie – nie zapominaj o tym. Chyba większość rodziców tak ma, że bardziej zauważa te złe rzeczy, które zafundowało nam dziecko. Ja staram się w codziennych, nawet drobnych sprawach wychwycić i docenić drobnostkę. Wtedy widzę jak dziecko pęka z dumy i w rzeczywistości „popycham” je do zrobienia kolejnej fajnej rzeczy. Spróbujcie, to uzależnia 😛

I na koniec – nawiązując do końcówki pierwszego akapitu – co czuje dziecko. Bezradność. Tak jest to wielka bezradność.

Może cię zainteresować