MALUCH

Wielki dzień…

Chrzest – kiedy najlepiej?

Chrzest… już za nami. Nasze najmłodsze maleństwo przyjęło Sakrament Chrztu Świętego. Chciałam, żeby ten dzień był idealny, wyjątkowy i pełen wspaniałych wspomnień. Starałam się zadbać o różne szczegóły- chyba za bardzo chciałam no bo… klapa. Jak pech to pech! Planowanie, bo od tego się zaczęło – kiedy wyprawić przyjęcie i gdzie, zamówić zaproszenia i pogodę, a najważniejsze wybrać drugich rodziców – rodziców chrzestnych.

Wybraliśmy październik, Mała skończyła 3 miesiące, więc nie tak źle. Wybrana data – to zabraliśmy się za zrobienie i wysłanie zaproszeń. Jeden punkt zaliczony. Kolejny odnośnik – restauracja i wybranie menu – odklepane. Zakupy z przyszłą chrzestną w sprawie ubioru córci. Na tę okazję wybrałyśmy wygodną bawełnianą sukieneczkę w kolorze kości słoniowej do tego płaszczyk i kapelusik. Pozostało spotkanie organizacyjne dla rodziców. Uff wydawałoby się, że to wszystko… a jednak 🙁

I jak wyszło?

Nadszedł ten dzień. Pogoda dopisała – nie padało to najważniejsze, tylko ten mroźny wiatr, czepiać się nie będę.

Mała nakarmiona, przebrana, ubrana- czas do kościoła. Najgorsze, że to pora drzemki, no cóż może zaśnie. Nie zasnęła – darła się, jako jedyna z dzieciątek dała o sobie znać. Od samego wejścia do kościoła się zdenerwowała i nie chciała się uspokoić. No nic, to tylko dziecko. Na szczęście tacie udało się uśpić maleństwo. Jak już zasnęła to strach obudzić do pamiątkowego zdjęcia po mszy. Nie mówiłam, że Mała Zołza? 🙂

Wybraliśmy restaurację na przeciwko kościoła a za razem blisko domu. Zależało mi by nie było konieczności dojeżdżania do jakiegoś miejsca. Kiedyś pisałam tu o plusach i minusach imprezy w restauracji –  po tym dniu chyba byłabym za samymi minusami. Wszystko szlo mozolnie, chyba sama szybciej bym wykarmiła gości. Jedzenie zjadliwe, choć spodziewałam się zjeść smaczniej. Chyba wpłynęła na to ilość przyjęć w restauracji, bo poza nami były jeszcze trzy inne. Z karmieniem dziecka – masakra! Karmiłam w pokoju szefowej, która na zmianę z managerem zaglądali sprawdzić czy chyba nic nie kradnę. A później zapytała czy długo jeszcze bo następna mama z dzieckiem czeka na karmienie. Przecież nie przyspieszę dzieciątka aby jadło szybciej, skoro co chwila ktoś wchodzi i ją rozprasza… ach! Wracając do jedzenia- obiadek zjedzony, przystawki szarpnięte, kawa, herbata, ciasto, a tort? Gdzie jest tort – pyta mąż, pyta babcia. Oczy moje wszystko mówiły – brak 🙁 Zwyczajnie zapomniałam o torcie dla mojej kruszynki, AŻ tort czy TYLKO tort? Już to było nieistotne – tylko w głowie siedziała mi „jak mogłaś!”.

Moje zdanie

Impreza przeniosła się do domu. Dom to dom, każdy czuje się chyba swobodniej. Nikt obcy nie obserwuje, dzieciaki maja pokój pełny zabawek a moje maleństwo spokój do karmienia i swoje łóżeczko. Teraz, gdy mam to porównanie – wyprawienie przyjęcia w domu czy restauracji, myśli mam mieszane. Po prostu nie trafiłam w odpowiedni lokal? Czy po prostu, wszędzie dobrze a w domu najlepiej. Ciężki będzie wybór przy kolejnym przyjęciu…

Może cię zainteresować