CIĄŻA

Szkoła rodzenia

Czy się tam wybieracie? Jakie są pozytywne strony? Co można zyskać? Jakie wskazówki otrzymacie?

Będąc  w ciąży bardzo chciałam chodzić do szkoły rodzenia. Zwlekaliśmy trochę by się tam udać. Nadeszła ta chwila. Znaleźliśmy bezpłatną szkołę rodzenia. Jedynie trzeba spełnić kilka warunków. Zajęcia odbywały się w pobliskiej przychodni. Z uwagi na wiek ciąży, położna zaproponowała dołączenie do grupy, która miała już 2 spotkania, a  brakujące zajęcia odrobiliśmy w innej grupie. Co zajęcia coś nowego wizyta innej położnej, psychologa, nauka wiązania chust, nauka karmienia, rozmowa o komórkach macierzystych, jak pielęgnować malucha. Głównie można się dowiedzieć o fizjologii ciąży, porodzie i połogu. Jakie zmiany zachodzą w kobiecie w każdym trymestrze ciąży. Najwięcej czasu poświęcone jest III trymestrowi. Jak wygląda poród drogami natury a jak cięcie cesarskie. Dużo by wymieniać.

Druga część zajęć to ćwiczenia jakie można robić podczas porodu: na piłce, z partnerem czy drabinkach. To był najlepszy czas dla mnie. A to wina fizjoterapeutki, która świetnie prowadziła ćwiczenia, pokazywała partnerom jak mogą masować by uśmierzyć ból przy porodzie. Jeśli którejś parze nie szło najlepiej podchodziła i pokazywała co i jak. Wszystkich traktowała indywidualnie i bardzo profesjonalnie.

Dla początkujących przyszłych rodziców nie było tak łatwo. Ciężko mi było zapamiętać chwyty trzymania dziecka, jak złapać, jak zmienić pozycję dziecka, jak chwycić i przewrócić na brzuszek przy kąpieli, co mojemu mężowi szło jak bułka z masłem. Aż było mi wstyd. Nie wiedziałam, że są jakieś taktyki trzymania dziecka. Myślałam, że po prostu normalnie się podnosi, ważne aby główka była podtrzymana. Takie zajęcia bardzo się nam przydały.

To był także test dla przyszłego taty. Chciałam sprawdzić czy jak nasłucha się tych różnych historii, czy dalej będzie chciał być przy porodzie. Ale wyszedł z zajęć mądrzejszy o wiedzę o bezpieczeństwie, lękach, stresie jaki może towarzyszyć przy narodzinach malucha.

Na koniec wszystkich zajęć dostawaliśmy drobne prezenty. Były to głównie ulotki, gazety, poradniki, butelki i próbki dla mam i maluszków. Bardzo fajna sprawa, bo nie trzeba było kupować produktów w standardowych wielkościach, tylko otrzymaliśmy małe 50 ml buteleczki czy tubki. Świetnie sprawdzały się w podróży a także w wyprawce do szpitala, gdzie miejsca w torbie mało.

A na koniec szkoły rodzenia dostaliśmy dyplom ukończenia zajęć, co jest dla nas pamiątką spędzonego tam czasu.

Bardzo dużo dowiedzieliśmy się, ale nic nie pobije praktyki. W rzeczywistości po urodzeniu mamy prawdziwą małą istotę a nie lalkę, której wiemy, że nic się nie stanie.

Podsumowując, szkoła rodzenia daje nam szanse zasięgnięcia informacji od wykwalifikowanych lekarzy, położnych i innych doświadczonych specjalistów. Jest to okazja by nauczyć się praktycznych umiejętności a także przygotować się do ćwiczeń.

Może cię zainteresować