MISZMASZ

Przeziębienie u dzieci – niezbędnik

Jesień + przedszkole = przeziębienie

I tego się nie spodziewałam, przynajmniej nie tak od razu. Domyślałam się, że jak puszczę Julka do przedszkola to zacznie przynosić jakieś wirusy. Przyniósł. Lekki katar i tyle. Ten lekki katar przerodził się w paskudztwo, które zaatakowało całą rodzinę. Jedno wyzdrowiało to dopadło drugie i tak przez 6 tygodni. Co chwilę był u nas lekarz, bo leki nie działały. Uzbierała się niezła apteczka, ale ile można łykać leki? Przeziębienie u dzieci – ach mordęga nie tylko dla dzieci, ale też dla nas bo chcąc je wyleczyć musieliśmy wciskać na siłę 🙁 co nie należało do przyjemności. Nie obyło się też bez tygodniowej wizyty w szpitalu z najmłodszym.

Po tylu lekach ile wypiły Maluchy, kolejna wizyta obyła się już bez konieczności dawania płynów doustnych dla dobra ich żołądków. Inhalacja sterydami – to było skuteczne w ich przypadku. Jednak nie zawsze jest to powiedziane przez lekarza – po każdej inhalacji sterydowej należy wypłukać jamę ustną dziecka, aby nie nabyło się grzybicy…

Przeziębienie u dzieci – niezbędnik

Mój sposób na przeziębienie? Mikstura: ciepła woda+ ząbek czosnku + sok wyciśnięty z cytryny + miód i po przeziębieniu. Jednak tym razem nie ryzykowałam z czosnkiem a no i miodem, gdyż uczula, nie, nie mnie ale w jakimś stopniu Borysa – gdyż, wcina to co ja 🙂

Oczywiście nie jestem lekarzem ani żadną specjalistką w tej dziedzinie, „zabawa” w pielęgniarkę nie sprawiła tego, bym była mega mądra w tej dziedzinie ale… Zrobiłam taki mały niezbędnik, który przyda się wszystkim. Są to moje i Wasze porady. Nie powiem, bo niektóre propozycje wykorzystałam i dziękuję Wam bardzo 🙂

Sprzęty

  • Katarek – odciągacz do odkurzacza – nie byłam przekonana do tego „gadżetu”, na samą myśl przechodziły mnie ciarki. Przecież przez tyle lat dałam sobie bez takiego sprzętu, dlatego myślałam, że i tym razem nie będzie potrzebny. Moje płuca dawały radę do czasu. Po kilku dniach wyciągania kataru fridą co chwilę u trójki Maluchów było dla mnie wykańczalnią. Szczególnie jak choroba dopadła i mnie, i takie odpowietrzanie nie służyło nawet mi. Gadżet ten na przeziębienie u dzieci jest idealny. Radzi sobie z wodnistym i gęstym katarem.
  • Inhalator/ nebulizator – numer jeden na przeziębienie u dzieci. Uważam, że każdy kto ma w domu małe dzieci powinien zainwestować w taki sprzęt. Inhalację z soli fizjologicznej można robić jak tylko zauważysz u dziecka zalążek przeziębienia. Ile razy? Jeden powie tak drugi inaczej – dlatego zrobiłam wywiad – 3 lekarzy potwierdziło, że inhalacja z soli fizjologicznej może być robiona „ile wlezie” bo nie zaszkodzi. Natomiast farmaceutka w aptece powiedziała by nie przesadzać i maksymalnie 4 razy na dobę. Jak namówić dzieci do robienia inhalacji? Jeśli dziecko ma kilka miesięcy, robimy tyle na ile nam samo pozwoli, do niczego nie zmuszać, by czynność ta nie zniechęciła Malucha na dalszą metę. Lilkę nauczył starszy brat – Julek (jestem z niego dumna:)). Lilka nie była chętna do inhalacji, ciężko było ją namówić, do czasu. Julek pokazał jej jak robi sam sobie inhalację raz, drugi, trzeci i… zachciała i ona. Na szczęście spodobało jej się i nawet sama decydowała kiedy chce się poinhalować.
  • Nawilżacz powietrza – mamy, ale czy pomaga, nie umiem ocenić. Na pewno fajne powietrze, nawilżona śluzówka nosa, ale czy niezbędny…

Co można samemu?

  • Syrop z cebuli – na jedną cebulę łyżka cukru. Gdy puści sok podawać dziecku 2 razy dziennie. Cebula, czosnek są same w sobie antybiotykami i super działają na przeziębienie. Naszym Maluchom raz smakował a raz nie chciały się napić, bo…chyba już miały za dużo leków. Teraz co jakiś czas profilaktycznie robę taki syrop i jak na razie jest ok.
  • Syrop z buraczków – podobnie jak z cebulą, buraczka zasypać cukrem aby puścił sok. By nie używać cukru skorzystałam z wyciskarki i soczek mmmm, ale tylko dla mnie. Lilka uciekła po napiciu się soku, Julek nawet nie chciał spróbować, więc wszystko zostało dla mnie…
  • Oklepywanie – moje Maluchy lubią. Same chętnie stają w kolejce i nie mogą się doczekać na swoją kolej. Oklepywanie pomaga wydzielinie w oskrzelach, płucach na oderwanie się i łatwiejszym odkałśnięciu.
  • Wietrzenie mieszkania – trzeba wygonić zarazki z domu. Zazwyczaj, gdy jesteśmy na spacerze wietrzymy, wietrzymy wietrzymy. Ale w naszym przypadku – gorączkowym – zbieraliśmy się wszyscy w jednym pokoju by móc wywietrzyć mieszkanie, teraz jest trochę łatwiej, bo na dworze zimno – gdy przeciągi zrobią swoje, włączamy grzejniki – nie przegrzewany, bo to idealne środowisko dla wirusów i bakterii.
  • Smarowanie stópek czosnkiem – jeszcze nie stosowałam, ale podobno sprawdza się na przeziębienie. Jedna łyżka oliwy na jeden ząbek czosnku – najlepiej wycisnąć przez praskę i poczekać aż oliwa przejdzie czosnkiem, by móc posmarować stópki. Podobno działa rozgrzewająco.
  • Zakraplanie mleka mamy do noska – nie stosowałam, ale podobno mleko mamy nawilża śluzówkę w nosie i jest po prostu… naturalne.
  • Domowy rosół – od zawsze kojarzył mi się z niedzielnym obiadem lub… z przeziębieniem. A to chyba dlatego, że mamy, babcie gotowały rosołek na przeziębienie, bo który Maluszek nie lubi rosołu? Działa rozgrzewająco i ciekawostka – podczas gotowania – uwalnia się cysteina, która przyspiesza odkrztuszanie zalegającej w oskrzelach i płucach wydzieliny.
  • Picie wody – przy przeziębieniu, gorączce nasze Maluchy nie miały apetytu. To normalne, dorosły nie ma na nic ochoty co dopiero dziecko… Ważne jest by się nie odwodniło, podawać wodę tak często jak tylko to możliwe.
  • Sól morska – fajna mgiełka, nawilża śluzówkę w nosie i umożliwia na jakiś czas swobodnie oddychać.
  • Spacery – jeśli dziecko nie ma gorączki to czemu nie?! Na świeżym powietrzu łatwiej się oddycha i ma się takie wrażenie – inhalacji. Dodatkowo przejściowa pogoda wpływa korzystnie na budowanie odporności. Jeśli pogoda na to pozwala to wychodzimy…

Czego nie robić

  • zimnych okładów na czoło – zawsze tak robiłam, jak dziecko miało gorączkę przykładałam okład z zimnego ręczniczka na czoło. Otóż dowiedziałam się aby tak nie robić, gdyż mogę narobić Maluszkowi jeszcze bardziej – załatwić zatoki. Ile w tym prawdy, nie wiem… W zamian za to otrzymałam informację, że zbić gorączkę można robić okłady pod pachami lub zrobić kąpiel w temperaturze -1 stopień mniej niż dziecko ma gorączkę.
  • używać leków bez konsultacji lekarza – to lekarz może ocenić co dolega Maluszkowi i jakie leki zastosować.
  • nie nacierać maściami, płynami, które zawierają alkohol
  • nie przegrzewać – nasze mamy, babcie mają to już chyba we krwi – kilka rękawów w domu, grzejnik na ful, tylko żeby dziecko miało ciepło. Ciepło, tzn. ile stopni? 30 stopni? 😛

O czymś zapomniałam?

 

 

 

Może cię zainteresować