PODRÓŻE

Kos – dzień po dniu

Przewodnik po Wyspie Kos

W tym wpisie oprowadzę Cię po Wyspie Kos. Nie po całej, gdyż nie wszystko udało się nam zobaczyć. Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie a zwykłym człowiekiem uwielbiającym podróże. Wiem, że łatwiej jest wizualnie zapoznać się z miejscami, do których chcesz trafić. Dlatego serwuję bardzo dużo zdjęć – taki foto przewodnik po Wyspie Kos. Z nich możesz dostrzec jaką Wyspą jest Kos. Tak jak pisałam TU nie należy do super zielonych. Opowiem Ci, jak intensywnie spędziliśmy trzy dni razem z dziećmi. Czy się dało? Przypominam wpis TU. Pierwszy dzień zaczęliśmy z przytupem. Drugi już trochę mniej a trzeci to taki chilll. Widoki powalają, ale zobacz czy przewodnik po Wyspie Kos jest zadowalający 🙂 Podzieliliśmy sobie mapę na 2 dni, pierwszy dzień miał być Kos i okolice a drugi dzień Kefalos i okolice. Jak było w rzeczywistości, chłoń poniższy tekst 🙂 Pierwsze wakacje w takim składzie zostaną zapamiętane tak bardzo bardzo.

Pierwszy Dzień

Pierwszym punktem na mapie było miasto Kos. Przypomnę, że byliśmy na przełomie września/ października i w tym okresie nie było tłumów, problemów z zaparkowaniem, przedostaniem się w jakieś miejsca czy kolejkami. Jak wiesz, poruszaliśmy się samochodem i pieszo. Zaparkowaliśmy na przeciw Agory i tuż obok był ruiny Teatru – wstęp bezpłatny. Lili do nosidła na moją klatę, Borys do wózka na drzemkę a dzielny Juli pieszo. W tym miejscu utrudniony jest transport z wózkiem, dlatego też, zwiedzaliśmy ruiny Teatru na wymianę. Wejście do ruin jest po prawej stronie, znajdują się tam Miejsce to nie wymaga długiego czasu pobytu, byliśmy tam maks 30 min. Z tego miejsca zrobiliśmy sobie spacerek w stronę Centrum Kos.

 

Po drodze mijaliśmy Cerkiew Agia Paraskevi, która była ogrodzona z uwagi na wcześniejsze trzęsienie ziemi (kilka tygodni przed naszym przyjazdem). W wyniku tego nie udało nam się wejść do środka. W centrum Kos znajduje się 5 cerkwi, jednak ta jest najważniejsza. Po drodze mijaliśmy pobliskie restauracje i kawiarenki, każda z osobna miała swój klimat.

Zeszliśmy schodami w dół mijając stragany. Doszliśmy do miejsca docelowego, czyli Centrum a tam Plac Eleftherias. I właśnie tu zrobiliśmy pierwszy odpoczynek w restauracji, by dzieci się posiliły i rozprostowały kości. Pełni sił wróciliśmy do zwiedzania. Obeszliśmy Plac Eleftherias wkoło, gdyż właśnie tu mieści się Meczet Defterdar i zadaszony targ, gdzie można kupić wiele regionalnych produktów i przypraw. Stąd widoczna jest również wspomniana cerkiew. Czyli możesz sobie wyobrazić, że na prawdę wszystko to jest blisko siebie.

Ruszyliśmy dalej alejkami do kolejnego miejsca  – Plac Platanaou – i tu słynne drzewo Hipokratesa, które ma ponad 500 lat. Legenda głosi, że drzewo zostało posadzone przez Hipokratesa – starożytnego lekarza, który nauczał swoich uczniów. Tuż obok Meczet z loggią i fontanną. Po drugiej stronie, można powiedzieć nawet, że naprzeciw widoczne są mury obronne Zamku rycerzy Św. Jana. Miejsca te dzieli aleja Palmowa. Wracając do Zamku, mieści się on nad samym morzem. Szliśmy promenadą, jako, że nie wiedzieliśmy gdzie jest do niego wejście obeszliśmy cały dookoła. Z uwagi na pieszego Julka nie weszliśmy do środka. Wróciliśmy mijając malowniczy port, piękne restauracje i alejki. Zmierzaliśmy do punktu wyjścia a tam na „deser” Ruiny starożytnej agory – na przeciw mieliśmy parking. Zapakowaliśmy się i…

ruszyliśmy na Asklepiejon. Znajdował się su starożytny szpital i sanatorium – narodziła się właśnie tu medycyna. Niewiele miejsca do parkowania, jednak nie było za wiele turystów. Wstęp 8 euro od osoby, dzieci za darmo. Przywitały nas koty 🙂 Piękne miejsce dla miłośników ruin a idealne miejsce dla lubiących piękne panoramy. To miejsce za bardzo było wychwalane przez inne osoby, dlatego liczyłam na coś więcej. I w tym momencie spieszyliśmy się, gdyż zbliżał się zachód słońca a my ten zachód chcieliśmy pojechać do wioski Zia. Jednak jak już tam dojechaliśmy, było „po ptokach”. Także wróciliśmy do hotelu.

Drugi dzień

Te dzień dedykowaliśmy plażom. Zmierzaliśmy w kierunku – Kefalos – dawnej stolicy wyspy. Jako, że po drodze mijaliśmy miejsce, które chcieliśmy zobaczyć, zatrzymaliśmy się. Na początku – z góry patrzyliśmy na Agios Stefanos, a za chwilę zjechaliśmy w dół, by obejść plażę. Jako, że Lili i Juli zasnęli w samochodzie – ruszyliśmy tam na wymianę – najpierw ja później Piotrek. Miejsce do zaparkowania również było. Jednak wydaje mi się, że w sezonie plaża pęka w szwach. Korciło mnie by przepłynąć się na mini wysepkę, jednak są rzeczy, których już nie zrobię 😛

Komu w drogę… dojechaliśmy do Kefalos, zaparkowaliśmy auto i poszliśmy pod górkę, a można było zaparkować się tuż pod ruinami Zamku w Kefalos. Przynajmniej tak robili inni, dojeżdżali do tego miejsca widocznego na zdjęciach i zostawiali samochody. Niewiele pozostało z Zamku, jednak widok to obłęd. Nieopodal, widoczny naprzeciw ruin wiatrak. Podeszliśmy do niego spacerkiem, jednak nie dało się tam wejść. I to byłoby na tyle w Kefalos…zahaczyć mieliśmy jeszcze o Muzeum Ludowe, jednak nie byliśmy przekonani czy dzieci dadzą nam to miejsce odwiedzić, zrezygnowaliśmy.

W przewodniku wyczytałam, iż w Kefalos jest restauracja „Gosia” prowadzona przez Polaków. Dotarliśmy do tego miejsca, jednak restauracji brak. Mieszkanka powiedziała nam, że restauracja jest zamknięta a właściciele wyjechali. Także szukaliśmy dalej, były podejrzane pustki w knajpach 🙂 Zatrzymaliśmy się w jakiejś restauracji, widok z okna był nieziemski. Obiad lepiej smakował z takim widokiem – Piotrek spróbował Musaca a ja z dziećmi pyszne sole, bez porównania.

Z tego miejsca zmierzaliśmy na najbardziej popularną plażę Paradise Beach. Słyszałam, że jest przereklamowana. Jednak z mojego punktu widzenia genialna, ach rozmarzyłam się. Tylko wiedz, że ja patrzę pod dzieci. Plaża piaszczysta, nie było takiego wiatru i  dość płytko. Mogło się iść i iść i iść i woda do kolan.

Następnie zmierzaliśmy do miejsca Plaka – świetne miejsce dla miłośników kotów, pawi, żółwi i …dzieci. Był to taki las, w którym żyją sobie te wszystkie zwierzątka w zgodzie. My nie natknęliśmy się na żółwie, ale podobno też tam są. Można było karmić koty, były piórka by je pomiziać i takie tam. Dzieci miały frajdę i nie chciały z tego miejsca wracać.

Kolejnym punktem na mapie była Antimachia – ach co za cudowne miejsce. Są to ruiny Zamku, który wykorzystany był do więcienia rycerzy za nieposłuszeństwo przez Zakon Joannitów. Piękne widoki i dosyć wietrznie. Miejsca do parkowania dość sporo (widoczne na zdjęciu), wstęp bezpłatny. I kolejny dzień nie zdążyliśmy pojechać do Zia na zachód słońca, więc obejrzeliśmy go z tego miejsca, cudownie.

Dzień trzeci

Dzień trzeci wcale nie był planowany, może jakbyśmy założyli fakt, że to 3 dni inaczej wszystko byśmy rozplanowali. No cóż, Juli chciał strasznie na Paradise Beach, ja miałam niedosyt, że nie byliśmy w gorących źródłach, no i…to Zia. Postanowione! Telefon o przedłużenie wypożyczenia samochodu o jeden dzień udane. No to w drogę! Termy Embros – kameralna plaża, otoczona klifami. Jest kamienista, także do docelowego miejsca najlepiej przejść w obuwiu. Droga na plażę jest słaba do przejścia z dziećmi, szczególnie gdy jest tak gorąco 🙂 Nie byliśmy w sezonie a parkingi były zapełnione. Zejście na plażę jest z górki jednak droga powrotna…pod górkę, także Lili i Juli byli zmęczeni po kawałku jej przejścia. Woda pochodzi ze źródeł wulkanicznych. Mówi się, że woda ma temperaturę 25-40 stopni C, jednak słuchy mnie doszły, że po trzęsieniu ziemi, temperatury osiągała nawet 60 stopni. Widzicie te wydobywające się bąbelki? Jest kilka teorii, ale prawdopodobnie to powietrze, które wydobywa się z głębin. Źrodła mieszają się z wodą morską. Świetne miejsce, jednak to jedno z tych miejsc, gdzie nie udało się pobyć dłużej. Pomoczyłam tylko stopy, ach jak gorąco, serio!

Następnie ponownie na Paradise Beach i tam…laba. Borys zasnął w wózku, dzięki temu łatwiej było ujarzmić pozostałą dwójkę. Mile spędzony czas, w rodzinnej atmosferze. Wyliczyliśmy czas z zapasem na dotarcie na zachód słońca w Zia. Zdążyliśmy obejść zakątki Zia, piękne malownicze uliczki, świetne pamiątki. To jest miejsce warte polecenia, będąc na Kos. Tak oto skończyła się nasza podróż po Kos. Zostały nam dwa dni na odpoczynek w hotelu. Dodam tylko, że nie zobaczyliśmy wszystkiego…

Może cię zainteresować