PODRÓŻE

Ooo acha, maluchy dwa!

Tych wakacji nie dało się za bardzo zaplanować…

Z uwagi na wakacyjny termin porodu, nie ryzykowaliśmy z dalszymi wyjazdami. Jedynie udało nam się pojechać na Mazury, no w końcu to moje rodzinne strony. Dopiero teraz doceniam to miejsce, w momencie, gdy zaczęłam mieszkać zupełnie gdzieś indziej. Brakuje tu jeziora, czystszego powietrza a przede wszystkim rodziny.

W te wakacje wyjechaliśmy na Mazury dwa razy. Pierwszy przed rozwiązaniem a drugi już po. Jeździlibyśmy pewnie o wiele częściej jakby było ciut bliżej. A to ze względu na syna, bo zależy mi by nie siedział w domu w taką piękną pogodę. Tam non stop był na powietrzu, wszędzie było go pełno. Zawsze ktoś chętnie z nim wyszedł, jak nie na spacer to po prostu za blok na plac zabaw. W domu tylko spał i jadł a zabawa poza domem. Plusem jest, że wszystko jest blisko, nie trzeba jechać godzinę na drugi koniec miasta by kogoś odwiedzić.

Nie ma jak siostra

Do dziadków przyjechała również siostra cioteczna naszego malucha. I znów pełna chata ludzi, było co robić. Ale było wesoło. Młody początkowo nie lubił się bawić z rówieśnikami tylko ze starszymi od siebie. Minęło, a teraz bawiłby się najchętniej z siostrzyczką. Jak już pisałam, byliśmy w rodzinnym miasteczku, trzeba było poodwiedzać babcię, ciotki, wujków. No w końcu nie widzimy się na co dzień. U jednej z cioć dzieciaki miały raj. Dużo miejsca do biegania, a poza tym zabawki ogrodowe i nie tylko, każde znalazło coś dla siebie. Ale ile można bawić się na zjeżdżalni czy bujaczku? Trzeba było wymyślić coś ciekawszego jak naprawienie parasola, zaglądanie przez okienko, przecież to takie ciekawe 🙂 A i to się znudziło to trzeba było wymyślić coś nowego. Wystarczyło duże pudełko by weszli tam we dwójkę i kierowca pudełka – był nim wujek. Później trzeba ulepszyć zabawę – znosić do pudełka kamienie. Kamienie to idealna zabawka, prawda? Dobrze, że nie zabrał ich do domu, bo i tak bywa…

Fotorelacja z udanej zabawy 🙂

 

Może cię zainteresować