PARENTSY

One night in Poznań

Przyjemne z pożytecznym

Sekret z tego żaden. Starzy mieli wolny weekend od…roku. I tak bez dzieci?! Noł łej. A jednak. To był nasz drugi wyjazd do Poznania za określonym celem. Jaki więc był cel? A taki, że w tym roku również wybraliśmy się na Blog Conference Poznań. Blog to nie nasz kaprys, dlatego też, czasem trzeba się edukować w tej dziedzinie 😛 Po co tam pojechaliśmy? By się rozwijać, motywować, usłyszeć wskazówki i poznać innych twórców internetowych. Lubimy poszerzać swoją wiedzę na temat blogowania, fotografii. Lubię blogować i chciałabym się w tym sprawdzić bardziej. Ale…to nie tylko. Był to doskonały moment by oderwać się od codzienności. Mało tego, co bym dała nie za one night in Poznań a za two night haha. Jeśli tu jesteś to dobrze wiesz, że jestem Pełnoetatową Matką Polką i nie powinno mi przejść przez myśl o jakiś tam wyjeździe, i do tego bez…DZIECI (!). Cóż ze mnie za matka (!) BA, wróć…co z nas za rodzice (!).

One night in Poznań

Im bliżej wyjazdu tym więcej wątpliwości. Z jednej strony strach i wyrzuty sumienia z drugiej strony niepewność. Ile trzeba, by zorganizować taki wyjazd? Wiele. Uwierz. Bo kto chętny do opieki nad trójką niesfornych dzieci, ręka do góry? Do ostatnich dni nie byłam przekonana na 100%, że to możliwe. Udało się i to najważniejsze. Teście dojechali, ujarzmili moją Świętą Trójcę i …nie zwariowali (przynajmniej tak mi powiedzieli :)). Czy jeszcze przyjadą, kto wie! Dali im w kość upsss…

A my? My spędziliśmy przy okazji czas sam na sam. Jeeej jak było to nam potrzebne. W końcu to dostrzegłam. Mam klapki na oczach tylko na moje dzieci, na ich potrzeby, na ich radości i smutki. By ich zadowolić, by były szczęśliwe, by spędzić z nimi każdą chwilę, którą mam. A w tym wszystkim zapomniałam o sobie, o nas. Boszzz jak ja się oszukiwałam, że nie jest mi taki wyjazd potrzebny! Oczywiście, że jest! Poznań jest piękny i dzięki tym wyjazdom, będzie kojarzył mi się ze spokojem, wyciszeniem i nutką romantyzmu. Taaa Pan Mąż potrafi być romantyczny 😛  Cieszyliśmy się z tak prostych rzeczy, które nie towarzyszą nam praktycznie wcale… Poczułam taki luksus, serio 🙂 – miałam czas by zjeść, miałam czas by porozmawiać z Panem Mężem, miałam czas by zrobić make up (haha), miałam czas by pospać do 7:16 po afterparty, gdyż zbudził nas…telefon od teściowej 🙂

…a dzieci żyją i mają się dobrze

Tak, mają się świetnie. A ja o tym wiedziałam, że tak będzie. Znam siebie, znam swoje dzieci. Nie zostawiłabym ich, jeśli nie miałabym pewności. Tej pewności długo się uczyłam. Zawsze miałam wyrzuty sumienia. Twierdziłam, że jestem po to by być cały czas przy nich. Każde wyjście wiązało się z mnóstwem telefonów „jak dzieci” i pretensjami do siebie. Ech dobrze, że to minęło, tak troszkę. Jednak nie zostawiłabym dzieci osobie, której nie znam, której nie znają moje dzieci. Osobie, która będzie dla nich obojętna. Maluchy zostały z teściami i ciocią. Myślicie, że było im źle? Kto jak nie dziadki zadbają o to by rozpieścić swoich wnuczków? Były prezenty, były słodycze – czyli to co dzieci lubią najbardziej, a rodzice unikają 🙂

Przed nami See Bloggers w Łodzi już w czerwcu. Trzymajcie kciuki by się udało 🙂

 

Może cię zainteresować