MISZMASZ

Oj, przyzwyczaiłaś!

I znów to słyszałam: „chyba przyzwyczaiłaś małą do rąk”. I coś mnie wtedy trafia. Nie rozumiem takiego pytania.

Co w tym dziwnego? Dziecko będąc jeszcze w łonie matki jest ściśnięte z każdej strony, słyszy bicie serca, szumy, rozmowy zza brzucha, kołysanie. Zmierzam do tego, że jest otulone z każdej strony i już tam, tam w środku przyzwyczajone jest do kołysania. Po wyjściu na ten świat, następuje kangurowanie, by dzieciątko poczuło mamę bądź tatę, by czuło się bezpiecznie – odbywa się to na rękach. Jeśli kobieta karmi piersią lub tak jak ja butelką, przy której dzieciątko zasypia – czyli będąc na rękach. Jeśli potrzebuje się przytulić „woła” – biorę ją w objęcia – mam jej tego odmówić „bo przyzwyczaję?” A do czego, przepraszam? Do tego by dziecko czuło się bezpieczne i czuło bliskość?

Jak synek miał kolki wrzeszczał wniebogłosy, miałam go odłożyć do łóżeczka i słuchać jak się męczy? Od razu ciśnie się na myśl, aby maleństwo wziąć w objęcia i chociaż w ten sposób uspokoić. Mimo, przemieszczania syna na rękach, karmienia w objęciach, usypiania na rękach jakoś nie przyzwyczaił się do tego abym go nosiła do tej pory.Przyszedł czas to i się odzwyczaił. Są przecież pewne etapy w rozwoju dziecka, przyszedł czas na pełzanie, obracanie, raczkowanie czy chodzenie – przecież syn tego nie uczynił na moich rękach. Nie powiem, bo trzeba odkładać dzieciątko by nabywało nowe umiejętności, ale na pewno nie zrezygnuję z karmienia w objęciach czy przytulania się.

Myślę, że większość ludzi lubi się przytulać, przynajmniej ja lubię i jeśli mama mnie do tego przyzwyczaiła, to jestem jej wdzięczna 🙂

Może cię zainteresować