MALUCH

Napięcie mięśniowe

Mit czy kit? Po czym poznać napięcie mięśniowe? Na co zwrócić uwagę? Jak pomóc dziecku?

Kilka dni temu byliśmy, tzn. mąż z synem na kontrolnej wizycie u neurologa, aby skontrolować napięcie mięśniowe, które towarzyszyło synowi.  Z uwagi na dużą kolejkę w przychodni poszliśmy do innego lekarza.

W związku z tym, że poprzednia lekarka niechętnie odpowiadała na moje pytania dotyczące napięcia mięśniowego, tym razem poprosiłam męża by zapytał, skąd się to w ogóle wzięło. Bo samo słowo napięcie kojarzyło mi się z tym, że może ja się w ciąży stresowałam czy coś, a może ja mam coś takiego i on po mnie to ma?  Jak stwierdzili u młodego napięcie mięśniowe to zaczęłam i ja się doszukiwać czy czegoś takiego nie mam czy nie miałam. Bo do tej pory ściskam dłonie w piąstki 🙂

Mąż zapytał, skąd to napięcie mięśniowe się bierze. Lekarka wyjaśniła, że dziecko ściśnięte w brzuchu przecież ma prawo do takich zachowań i kiedyś nawet lekarze o tym nie mówili rodzicom bo uważali to za normalne. Z uśmiechem na twarzy powiedziała, że to Internet wykreował to napięcie mięśniowe, bo zaczęło się dużo o tym pisać i mówić i teraz co druga mama przychodzi do niej bo wyczytała coś tam i pasuje to do zachowania jej dziecka. Dodała, że nie jest to choroba, a norma. W takim razie czy napięcie mięśniowe w ogóle istnieje?

Jak wyglądało to u nas?

Ogólnie u nas było tak, że po urodzeniu synka poszliśmy standardowo do pediatry, neurologa i ortopedy. Neurolog wypatrzyła u naszego szkraba zaciskanie piąstek, wiotkość mięśni i podobno trudności z dźwiganiem główki, czego nie zauważyłam ja. Byliśmy zestresowani, to pierwsze dziecko, lekarka nawet nam nie wyjaśniła, że to tak jest i się rozejdzie po kościach. Tylko z poważną miną mówiła, że to jest nieprawidłowe a tamto jest nie tak jak powinno a i jeszcze, żeby tego było mało – nie tak trzymam dziecko z napięciem mięśniowym. Trzymałam młodego po prostu przytulonego przodem do mojej klatki piersiowej, a chodziło o trzymanie go „do świata przodem”. A skąd ja miałam o tym wiedzieć?  Dopiero się przecież dowiedziałam, że on ma jakieś napięcie mięśniowe!

I co dalej?

Neurolog postanowiła skierować nas na rehabilitację.  Zapisanie się na nią w przychodni graniczy z cudem. Od razu nas o tym poinformowała, mówiąc, że z uwagi na kolejność kolejki ćwiczenia mogą zacząć się nawet za kilka miesięcy. Bez sensu pomyślałam, skoro zaleca się ćwiczenia już. No ale trafiliśmy na ten cud, bo ktoś zrezygnował z rehabilitacji i na to miejsce wskoczyliśmy my. Zaczęliśmy ćwiczenia od 8 tygodnia, z tego co pamiętam 10 razy po 30 minut. To co umiałam i mogłam, powtarzałam w domu. Były to głównie ćwiczenia na piłce i takim przewijaku. Rehabilitantka pamiętam, że coś tam jeszcze uciskała na ciałku. Ćwiczenia były przyjemne i maluch też lubił tak spędzać czas. Zdarzało się, że jak ćwiczyłam z nim w domu – zasypiał. Po serii ćwiczeń wizyta kontrolna u neurologa i znów skierowanie na rehabilitację. Po części też nawiązałam, że chciałabym jeszcze na takie zajęcia uczęszczać. Bez problemu dostaliśmy skierowanie. Tylko nie mieliśmy tyle szczęścia co wcześniej. Musieliśmy czekać dwa miesiące. Kolejna seria ćwiczeń i znów kontrola u lekarza. Neurolog nie miała już zastrzeżeń, tylko mieliśmy się stawić po skończeniu roku. Dla spokoju ducha, po skończeniu dwóch lat syna, chciałam sprawdzić, czy jest wszystko w porządku.

Niedługo pierwsza wizyta u neurologa z drugim dzieciątkiem. Zobaczymy czy też będzie miała napięcie mięśniowe, co lekarz to inna opinia…

Może cię zainteresować