MALUCH

Moje dzieci straszą

Moje dzieci straszą a Twoje?

Jestem mamą od 4 lat. Znasz pewnie temat o wychuchanym wydmuchanym dziecku – takim „francuskim pieskiem” jest właśnie Julek. Kolejnym dzieckiem jest Lili ze stażem 26 miesięcy i Borys zaczynający 16 miesiąc swojego życia poza brzuchem. Każde z Nich nauczyło mnie innego podejścia i dystansu. Po prostu uczymy się siebie, ja umiem czytać swoje Maluchy i nadal uważam, że robię to najlepiej. Po prostu przebywam z nimi non stop. Nie przypadkowo Ci o tym piszę, o tej naszej znajomości –  ja i moje pociechy. Ja wiem na co je stać, jak się zachowują w różnych sytuacjach i na co zwracać uwagę a na co nie. Luzuję już od jakiegoś czasu z matki wariatki zmieniłam się w matkę wariatkę do potęgi N. Wiesz czemu? Bo…moje dzieci straszą! Serio! Jeśli się boisz to lepiej tego nie czytaj, chyba, że jesteś Gościu mój odporny na stres. Co innego jak Twoje dzieci też straszą i mam tak samo jak Ty. My się zrozumiemy w tej sytuacji jednak nie jeden paznokcie u dłoni a nawet stóp sobie poobgryza a jak tego zabraknie to powyrywa sobie włosy a w najgorszym przypadku zamknie drzwi wyjściowe z drugiej strony. A to wszystko, że moje dzieci straszą!

Nie bój się, nic Im nie stanie

Serio. Uwierz, że pozwalam moim Maluchom na wiele, ale bez przesady. Mam wrażenie, że one są nieustraszone i (nie)zniszczalne jak smoki z Gry o Tron. Mają mega skorupę, wbrew pozorom dużo siły i wielką odwagę. Ale ich płacz to jak zionięcie ogniem. Boli mnie bardziej niż ich. Ja odbieram ich płacz jako ból i krzywdę jaka się Im stała, po chwili widzę otrząśnięcie się z trosk i kamienna twarz. O czym ja w ogóle mówię, co nie? Bo Oni nie są smokami i nie zieją ogniem a ich ciała są delikatne jak piórko. Ja to wiem i zapewne Ty też nie wierzysz w bajki. A prawda jest taka, że nasze dzieci straszą, straszą naszych Gości, znajomych bliższych i dalszych, nie wspomnę o rodzinie…panika na maksa.

Wiesz czym je straszą moje dzieci? Znasz coś takiego jak akcja- reakcja? Juli – przewodnik drużyny (Lili i Borysa) widząc w drzwiach naszych Gości, dostają motorka w pupce i biegają, krzycząc, piszcząc, jeden nakręcając drugiego. Jak już „przywitają” naszych Gości przechodzą do wygłupiania się skacząc po kanapie, wchodzą za kanapę, zeskakując z różnych możliwych miejsc, otwierając szafki i zamykając je dając wrażenie odwiedzającym, że przytną sobie łapki. Jak im się znudzi idą do swojego pokoju się bawić. Ja to wszystko znam, wiem, że się Im krzywda nie stanie bo…mam tak prawie na co dzień (w tym składzie i dobrym humorze). Moje dzieci straszą Ich swoim zachowaniem. Goście od razu reagują na potknięcie okrzykiem a na obrazek popisów wyskakującymi oczami z orbit. Jak wytłumaczyć to znajomym, rodzinie, że Oni tak mają i nie muszą się obawiać? Po wyjściu za drzwi myślą sobie „co to w ogóle za wariactwo?” A jak matka wariatka do potęgi N ma je wychowywać? Zamknąć w klatce, zakneblować buzię i związać kończyny? Co prawda wiem, że ludzie mają różne metody wychowawcze, jednak my gramy w otwarte karty. I tak co ma być to będzie…

Może cię zainteresować