MALUCH

Metoda Ferbera, czyli odliczanie 3-5-7  start! Najlepszy sposób na usypianie dziecka?

Przestroga

Już dawno miałam o tym napisać. Jednak wtedy byłoby mi wstyd się do tego przyznać, na samą myśl chce mi się płakać. Teraz, gdy już minęło kilka lat, jestem w pełni świadoma tego co zrobiłam. Na pewno znajdą się wśród Was zwolenniczki tej metody. Jednak ja mam traumę i moje pierwsze dziecko pewnie też ją miało. Pierwsze dziecko, pierwsze wzloty i upadki macierzyństwa. Na czym, na kim się wzorować? Ktoś wymyśli „skuteczną” metodę na usypianie dziecka i my jak wierne owce za nią podążamy. Jesteśmy też ludźmi, mamy uczucia, mamy swoje potrzeby i mamy…mózg. Poradnik, poradnikiem, dobra rada dobrą radą, ale zanim użyjesz którejś z „dobrych rad”  przemyśl ją. Ja tego nie zrobiłam i pluję sobie w brodę. Metoda Ferbera nie powinna ujrzeć światła dziennego. Jakbym mogła, cofnęłabym czas…

Metoda Ferbera, czyli odliczanie 3-5-7  start!

Co takiego zrobiłam? Usłyszałam o metodzie Ferbera, zwana również metodą 3-5-7, znacie? Po krótce. Metoda Ferbera jest to metoda „nauki” dziecka do samodzielnego zasypiania, po spełnieniu jego potrzeb – najedzone, przewinięte, wykąpane, utulone odkładamy do łóżeczka by samo zasnęło.

Teoria teorią, ja to przeżyłam. W praktyce wygląda to inaczej. Opowiem Ci, a Ty słowo po słowie wyobrażaj sobie przez co przeszło moje kilkumiesięczne dziecko, ciort ze mną. Dzień jak dzień, siedmiomiesięczne dziecko ma spełnione swoje potrzeby, nadchodzi czas drzemki i trafia do łóżeczka, SAM. Widzę jak wielkie oczy zrobił na niezrozumiałą dla niego sytuację, przymykam drzwi od pokoju dziecka i po chwili słyszę płacz. Nie reaguję, siedzę w drugim pokoju i zagryzam palce, są to najdłuższe 3 minuty na świecie. Zostawiłam swoje ukochane dziecko by…płakało, bo ktoś tak wymyślił a ja głupia… Minęły 3 minuty… zastaję swoje dziecko w zapłakanym stanie, roztrzęsione, z wyciągniętymi rączkami bym je przytuliła. Jednak ja dążę w przekonaniu, że koleżanka tak robiła to ja też. To było straszne. Wyszłam. Julek znów płakał. A ja już nie zagryzałam palców tylko wyłam, pogrążona w myślach jak mogłam zrobić coś tak okropnego. Nie wytrzymałam. Pobiegłam do pokoju widząc moje ukochane dziecko w stanie, w którym żadna matka nie chciałaby zobaczyć. W jego oczach widziałam strach, bezsilność, żal, który był połączony z niezrozumieniem dlaczego kochana mama, nie jest tą samą mamą.

Co było dalej? Nie mogłam uspokoić małego Julka, mimo, że poszliśmy do naszej sypialni, mimo, że byłam obok czuł strach. Każda moja próba zostawienia go samego kończyła się wybudzeniem, niekontrolowany ruch od razu wpływał na przebudzenie, spanie na czuwaniu, czy będę tuż obok. Wtedy już to zrozumiałam. Że powinnam kierować się intuicją, mózgiem i potrzebami swojego dziecka. Poczucia bezpieczeństwa musiałam go uczyć przez kolejne miesiące. Lęk przed pozostawieniem, lęk do spania, a nawet lęk do łóżeczka.

W końcu przestanie płakać…

Wiesz przecież, że płacz dziecka to taka forma komunikacji, prawda? To teraz taki przykład dla dorosłych. Masz problem, nie wiesz jak sobie poradzić, pukasz do jednych drzwi – odmawiają, drugich i trzecich – odmawiają, kolejnych – odmawiają. W końcu przestaniesz prosić, bo wiesz, że nikt Ci nie pomoże. Że jesteś pozostawiona sama dla siebie, bez otuchy, bez wsparcia, bez pomocy. Jesteś w stanie to poczuć? Tak jest też z maluszkiem, przestanie płakać, przestanie wydawać komunikaty. Wiele jestem w stanie zrozumieć, jestem bardzo tolerancyjna, bo każdy ma prawo do wychowywania dziecka według własnych przekonań. No, nie oszukujmy się ta metoda jest brutalna, jeśli udało Ci się ją przeżyć to jestem w głębokim szoku. Jeśli słyszałaś o niej i zamierzasz z niej skorzystać jedno Ci powiem. Nie wiem czy ktoś nie zamienił słów METODA i TRESURA.  Z dwojga złego cieszę się, że nie dokończyłam tej „wspaniałej metody na usypianie dziecka”.

Może cię zainteresować