Bez kategorii PODRÓŻE

Maluch w podróży- tak czy nie?

Czy posiadanie dziecka musi wiązać się z siedzeniem w domu, brakiem wyjazdów, rezygnowania z życia towarzyskiego?

Dla mnie nie. Dziecko, można zabrać wszędzie, oczywiście w miarę zdrowego rozsądku. Trzeba tylko chcieć. Wiadomo, że podczas wyjazdów nie możemy pozwolić sobie na wszystko, ale nie jest to powód by rezygnować z podróży czy spotkań ze znajomymi. Niektórzy wolą zostawić dziecko pod opieką dziadków, ale nie wszystkim jest to dane. I tu jest plus, bo spędzamy wolny czas z naszą pociechą nie myśląc co teraz robi, czy jest grzeczny itp. Nie zawsze dziecko jest aniołkiem na wyjazdach, ale trzeba także zrozumieć malucha, że musi odbyć podróż samochodem, nie zawsze mu się to podoba. Później jest zmęczone a wiąże się to z marudzeniem. Dlatego nie wszyscy rodzice chcą zabierać ze sobą dzieci, bo także potrzebują odetchnąć. Czy to źle? Nie wiem, aktualnie wolę wziąć dziecko ze sobą. Nie zawsze musi być tak źle. Trzeba się pozytywnie nastawić i być dobrej myśli.

W naszym przypadku jest tak, że wspólnie z mężem opiekujemy się synem a czasami dzielimy się opieką nad naszym dzieckiem podczas wyjazdów. Często jest tak, że nasz maluch zajmuje się sobą od momentu, kiedy zaczął chodzić. Musi zwiedzić miejsce, w którym jest pierwszy raz, zajrzeć w każdy kąt, pozaczepiać inne osoby. A naszym zadaniem jest mieć oczy wkoło głowy.

Jednak czasem zdarza się tak, że znajduje się dodatkowa niania dla naszego malucha. I było tak w miniony weekend. Byliśmy na rodzinnym spotkaniu na działce, gdzie była nas gromadka. A nasz syn upodobał sobie wujka, który przełamał pierwsze lody. Sam z siebie zaczepił synka, wziął na ręce bawił się z nim. Dzieci czują tą chęć drugiej osoby do zajęcia się, że lgną do danej osoby. Później nasz maluch sam przychodził do wujka, bo wiedział, że pozwoli na rzeczy, na które niekoniecznie pozwalają mu rodzice.

Nasz maluch z wujkiem 🙂

Maluch na działce miał dużo przestrzeni, która była ogrodzona. W związku z tym, nie baliśmy się, że wybiegnie na ulicę czy wejdzie komuś w drogę. Tyle swobody chyba jeszcze nie miał. Zabraliśmy ze sobą jego siedzisko- bujaczek, by miał swoje miejsce w towarzystwie. Była mini piaskownica gdzie mogliśmy się trochę pobawić. Jednak on wolał pohasać i być w centrum, gdzie się coś działo. Mini fotorelacja.

Może cię zainteresować