PODRÓŻE

Maclaren Quest – recenzja

Maclaren Quest – co w nim fajnego?

I przyszedł ten czas – drugie dziecko to i drugi wózek. Tym bardziej, że Julek należał i należy do tych leniwców, tym bardziej trzeba było pomyśleć o wózku dla niego -wtedy – dwulatka. Wielofunkcyjny już mieliśmy to czas na spacerowy, który zajmowałby jak najmniej miejsca, lekki i był w dobrej cenie. Padło na wózek Maclaren Quest – to była decyzja mojego męża. Przyszedł z nastawieniem na ten pojazd i nie dało rady zaproponować mu innego. Naczytał się, że jest to jedna z lepszych spacerówek i setki świetnych opinii. W sumie to w sklepie też mi się podobał. Ale czy istnieje idealny wózek zwany „parasolką”? Chyba nie dla mnie. Szczerze – nie lubię i nie polubię żadnych parasolek. Oczywiście kto co lubi… Można znaleźć w nim plusy:

  1. Miejsce – zajmuje go bardzo mało i to jego największa zaleta. Świetnie sprawdza się w podróży i fajnie się sprawdza na wycieczkę po centrum handlowym 🙂
  2. Lekki – tego się wymaga od parasolki. Jest dość lekki w porównaniu do wielofunkcyjnych
  3. Szybko się składa – wystarczy jeden ruch i wózek złożony. W zestawie dodatkowa rączka do wózka po złożeniu – by można było zarzucić na ramię
  4. Materiał – szybkoschnący, serio, czasem jak się zabrudził i chciałam go przemyć wodą to jej nawet nie wchłaniał – wodoodporny jak nic 🙂 Tapicerka zdejmowana i można prać w pralce
  5. Kosz na zakupy – mały ale jest, to tylko „parasolka”
  6. Elementy odblaskowe – 🙂
  7. Rozkładany do pozycji leżącej – jest to plus, jednak nie nadaje się do spania bo zwisają nogi. Gdy bierzemy pod uwagę, że dziecko na spacerze ma tam spać – nie polecam. Julek kilka razy zasnął, ale był jak połamany 🙂
  8.  Niski – mam wrażenie, że dzięki temu, iż dziecko siedzi niżej – inny punkt widzenia i jest ciekawiej
  9. Dostawka – jest miejsce na dołączenie dostawki

Maclaren Quest – czemu nie dla mnie?

Jak już pisałam ten wózek to wybór mojego męża i on jest z niego zadowolony. Ile ludzi tyle opinii. Moja jest inna, ale to wszystko winna dużych, pompowanych kół – które uwielbiam. Lubię po prostu stabilne wózki z dwoma dużymi i dwoma mniejszymi kołami i jest wtedy inny komfort jazdy. To jest jeden z głównych powodów, dla którego nie przepadam za „parasolkami”

  1. Koła – dla mnie małe, niedomagają na krawężnikach przy płynnej jeździe. Trzeba unieść przód wózka by to się udało. Jeśli się nie zauważy krawężnika to mam z nim niemiłe „spotkanie”
  2. Lekki – jest plusem, ale za razem minusem. Jeśli powiesimy torebkę na jednej lub dwóch rączkach od wózka i w tym momencie dziecko wstanie – wózek leci do tyłu i upsss…potłuczone słoiki 😛
  3. Zapięcie pasów – mój mąż mówi, że się czepiam, ale nie tylko ja twierdzę, że ciężko się rozpinają. Nie raz się męczyłam nad rozpięciem.
  4. Rączki – są dwie – wolę jedną. W innych opiniach czytałam, że udaje się prowadzić jedną ręką. Owszem da radę, ale często jest to zygzak.

 

Może cię zainteresować