MALUCH

Kiedy zaczniesz mówić?

Kiedy dziecko zaczyna mówić?

Zadaję sobie to pytanie już dość długo, tzn. od czasu kiedy jego rówieśniczka sporo już mówiła po skończonym roczku. Tłumaczyłam sobie, że wszystko w swoim czasie, bo każde dziecko rozwija się w swoim czasie. Młody skończył w lipcu dwa latka. Mówić to coś tam sobie mówi, po naszemu i po swojemu. Będąc z nim non stop udaje mi się rozumieć jakieś jego „rozmowy” i wiem o co chodzi jak wymawia te swoje słowa. Nie może być tak, że pokazałam mu, że bez mowy i tak wszystko zrozumiem to nie będzie motywowało go na nauki.

Zaobserwowałam, że synek mówi słowa związane z jego zainteresowaniem, np. auto, bum, Peppa, papa (spacer :)) lub to co chce, np. buła, myjmyj, aaa (spać), jajo. I tak naprawdę wystarczy mu to byśmy my dorośli go zrozumieli. A nie chcę doprowadzić do sytuacji, że to mu wystarczy i się zblokuje i nie będzie chciał nic mówić. Trzeba stymulować dziecko, tak by samo chciało. Ale tego mojego lenia ciężko jest zmotywować. ! Czasami celowo udaję, że nie rozumiem go i tłumaczę mu, że nie wiem o co chodzi i aby mi powiedział. W odpowiedzi widzę frustrację, nerwy a nawet bicie czy rzucanie tym co jest pod ręką. Może mu się odmieni, czas pokaże…

Jak zachęcić dziecko do mówienia?

Metodą prób i błędów próbuję wyczuć sytuację aby mały bączek chciał powtarzać słowa, oczywiście bez żadnych przymusów. Nie to nie a jak udało się pobawić w powtarzanie to byłam dumna. Jak mu się chciało to powtórzył, a jak nie to olewał mnie i już. Aaa i żeby nie było, nie siadam z nim i mówię: „teraz siadaj uczymy się”, tylko wygląda to tak, że podczas zabawy mówię najpierw słowa, które on już umie i powtarza a następnie mówię o czymś a później zadaję mu pytanie, czekając na odpowiedź. Wiem, że rozumieć to rozumie wszystko i to bardzo dobrze i od bardzo dawna, ale zachęcić do nauki się nie chce. Leń i tyle!

Zauważyłam, że młody bardziej woli powtarzać po kimś obcym lub po osobach, z którymi nie przebywa na co dzień niż po mnie czy mężu. Takim miejscem jest między innymi plac zabaw. Zbierają się tam babcie z wnuczkami czy opiekunki i to właśnie po nich coś tam powtarza. Przebywając dłuższy czas z babciami czy ciociami także wyniósł jakieś słowa. Pomału, pomału i dojdzie do wprawy.

Nie jestem za oglądaniem telewizji przez dzieci, ale nie zaprzeczę, że to właśnie z telewizji nauczył się kilku słów. Głównie mam na myśli reklamy. Jest taka jedna ulubiona Netii w roli głównej ze starszymi panami przed telewizorem i to właśnie z tej reklamy przypomniał sobie o słowie „NIE”. Dodatkowo od niedawna synek zaczął oglądać bajki, może za dużo powiedziane bajki, a tylko jedną bajkę – Świnkę Peppe. W tym przypadku też udało mu się nauczyć kilku słów. Nie mówię tu o dużej ilości w szybkim tempie, ale zawsze coś tam się nauczy.

Po prostu trzeba być cierpliwym i oczekiwać na odpowiedni moment.  Oczywiście bez żadnego przymusu i nacisku.

Może cię zainteresować