MALUCH PARENTSY

Z terrorystami się nie negocjuje

Kim jest terrorysta?

No właśnie, zacznijmy od tego. Z kim kojarzy Ci się pojęcie terrorysty? Terrorystą nazywany jest człowiek  lub grupa ludzi, która chce wymusić za na rządach państwa jakieś ustępstwa, decydując się na ataki. Czyli słysząc to słowo co czujesz? Przechodzą Ci dreszcze, zalewasz się potem, czujesz strach, czyż nie? Przełóż medal na drugą stronę – dziecko, prześliczny, cudowny bobas, którego kochasz nad życie. Nie możesz się nim nacieszyć, ba (!) mało tego, wszyscy nie mogą się małym cukierkiem nacieszyć, noszą, gugają, poświęcają mu uwagę. Do czasu. To mija z wiekiem, niestety. Kiedyś przychodzi ten czas na testowanie, taaak, testowanie Ciebie i Ciebie też, czyli jesteś państwem. Dziecko nie jest głupie, ono także w swojej małej główce ustala swoje granice. Ty, jako rodzic pozwolisz raz, drugi na rzeczy „niedozwolone”, kolejna próba dziecka na osiągnięcie celu aaa tu rodzic zabrania. Bądź człowieku mały mądry. Jaka reakcja? Płacz, wręcz ryk, tupotanie nogami i w tym wypadku nazywa się Malucha… dziecko terrorysta.

Graj do jednej bramki

Dziecko terrorysta, samo się na takiego wychowało? Pomyśl? Hmmm… Jeśli pojawiają się sytuacje niepokojące u dzieci, inne zachowanie niż zwykle, szukam przyczyny. Zaczynam od siebie, serio. Analizuje zdarzenie krok po kroku i zazwyczaj znajduję powód. Zaznaczę, że nie jestem idealna, ale powodem jest często moja druga połówka – Pan Mąż, który przymyka oko na rzeczy, na które ja jestem wyczulona. Po cichu powiem Ci przykład, jednym z najprostszych jest Julek, on sobie wychował Piotrka i  teraz pozwala sobie na zbyt wiele. Oto jedna ze scenek…

-Tato, głodny jestem

-Co chcesz zjeść?

-Coś?

-Ale co? Kanapkę?

-Nie wiem…

-No Julek co chcesz?!

-No dobra, to ja już w ogóle nie będę jadł!

-To co, chcesz kanapkę?

-Nie, sam sobie jedz!

-Zobacz jest taka wędlina co lubisz, może chcesz kanapkę?

-Tak -mruczy pod nosem Julek

Piotrek robi kanapkę, podaje Julkowi pod nos. Julek zaczyna jeść, kanapka jak na złość ukruszyła się.

-Nie będę tego jadł! – rzuca kanapką Julek

-Co z tą kanapką jest nie tak? – pyta Piotrek

-Bo tak! Nie będę jej jadł! – przez ryk wydusza z siebie Julek

Piotrek, nie przedłużając konfliktu Julek vs Kanapka proponuje mu drugą…

aaaaa ja dostaje białej gorączki.

Takie scenki mam co jakiś czas. Gdzie zrobiliśmy błąd? Ja się domyślam a Ty? Julka nie jeden nazwałby – dziecko terrorysta, manipulant. Z manipulantem bym się zgodziła, ale z terrorystą, nie do końca, gdyż jest to zbyt mocne określenie. Czy nie na manipulowanie, rządzenie się pozwolił Piotrek Julkowi? Ja postąpiłabym inaczej, nie dałabym za wygraną, gdyż jestem rodzicem i moim obowiązkiem jest nauczyć dziecko szacunku do ludzi, przedmiotów i…kanapki, na którą się ciężko haruje. Sama nie dam rady, do tego muszę mieć kompana do gry w życie – Pana Męża. Uczymy się grać do jednej bramki. Musimy zacząć od siebie.

Dziecko terrorysta a zakazy

Jak już oboje rodzice zaczną od siebie – postawią granice, grają do jednej bramki, są konsekwentni i stanowczy, pachnie sukcesem. Serio! We dwoje raźniej,  jak sprawnie pójdzie to i dzieciaki złapią ten haczyk. Nie mamy zakazów a cele, które chcemy zrealizować – wychować dzieci tak, by wiedziały co można a czego nie. Coraz mniej niechcianych sytuacji, chociaż szantaż się zdarza „jak mi tego nie dasz, nie zjem obiadu” – Julek, „Twój wybór” – odpowiadam. I to nie jest tak, że głodzę dziecko, ja po prostu daje mu wybór. Dziecko terrorysta musi wiedzieć, że się z nim nie negocjuje. Są sytuację, w których dziecko terrorysta się nie zgadza i będzie wymuszało, darło się, krzyczało, tarzało się po podłodze by osiągnąć swój cel. Tego nie unikniesz, ale możesz zapobiegać, rozsądnie wychowując. Zawsze będę to powtarzać, Ty, jako rodzic znasz swoje dziecko najlepiej. Nakazy, zakazy, w ogóle tryb rozkazujący wpływa na Ciebie pozytywnie? Bo na mnie jak płachta na byka. Dlatego staram się eliminować ten tryb. Powiem Ci, że ja zazwyczaj pozwalam na takie sytuacje, pozwalam się wypłakać, wykrzyczeć – dziecko terrorysta – to dziecko, które ma emocje, uczucia, prawo do wyduszenia ich z siebie. A po tym całym przedstawieniu, mam takie wrażenie, że mu lżej. Jest tylko jedno „ale” – mini zasada, nie pozwalam aby dziecko robiło to publicznie (np. centrum handlowym). Chcę oszczędzić, oceniania mnie, mojego dziecka nieznajomym nas ludziom, którzy nie znają całej sytuacji.

Jakie masz sposoby, dasz znać?

Spodobał Ci się wpis? Będzie mi bardzo miło jeśli dasz kciuka i podzielisz się nim udostępniając na swoim profilu ?

Może cię zainteresować