MALUCH

Dziecko w restauracji – 5 wskazówek by zachować spokój

Dziecko w restauracji

Temat rzeka. Bo jestem – za, ale stawiam się też po stronie tych, co są – przeciw, czemu? Chodzi o szacunek do ludzi, którzy przyszli zjeść w spokoju bez rozterek żołądkowych (wysłuchiwania pisków, krzyków ) z drugiej strony dlaczego mam rezygnować z chodzenia do restauracji z Maluchem. Dlaczego dziecko w restauracji jest niemile widziane? Czy trzeba szukać miejsc oznaczonych kącikiem dla dzieci, żeby wstąpić do restauracji przyjaznej dzieciom?

Od początku…

To zależy od Ciebie. Twoje nastawienie, obawa przed akceptacją ludzi wkoło, czy dasz radę znieść krytykę innych? Pewnie, że dasz! Jak już napisałam to zależy od Ciebie i od Twojego nastawienia bo to TY znasz najbardziej swoje dziecko i jesteś w stanie przewidzieć jego zachowanie, prawda? Jeśli wiesz, że nie usiedzi w miejscu, nie jest głodne, nie jest w humorze znajdź odpowiednie miejsce dla Was, byście mogli spokojnie zjeść, odejść od stołu, przewinąć. Oczywiście wszystko zależy też od wieku dziecka. Szczerze? Im młodsze i im starsze, tym łatwiej mi, nam się wychodziło. Ta pośrednia Panna jest małą Łobuziarą i do tego ten ciekawski wiek. Im mniej dzieci tym łatwiej 🙂 bo jesteś w stanie poświęcić uwagę jednemu, bo ono tego wymaga. Zachowanie spokoju też pomaga. Niedawno wybyliśmy z całą trójką do restauracji. Wybraliśmy porę by przynajmniej Borys spał, by można było na spokojnie ogarnąć pozostałą dwójkę. Traf chciał, że był kącik zabaw – Julek z głowy a Lilka oczywiście, że się stołowała, „latała” to tu to tam. Na szczęście nikomu nie przeszkadzała. Nie narzekam i wilk cały i owca syta.

Dziecko w restauracji – wskazówki

  1. Jeśli boisz się wybrać z dzieckiem do restauracji, bo…to tu to tam słyszałeś/aś „wstrętny bachor się darł, biegał i nie dał spokojnie zjeść”, na samą myśl wejścia do restauracji z dzieckiem widzisz wzrok ludzi „tylko nie obok mnie” – zdecydowanie wybierz restaurację, która ma kącik do zabaw czy „weekendową nianię” – często w restauracjach jest tak, że oferują weekendową nianię, która zajmie się gromadką dzieci gości restauracyjnych. Uwierz mi, jeśli Twoje dziecko potrafi odstąpić Cię na kilka metrów to jest dobre rozwiązanie – rodzic też człowiek – może choć raz zjeść ciepłe danie 🙂
  2. Jeśli dziecko krzyczy, piszczy, stuka sztućcami, chce odejść od stołu – po prostu chce zwrócić na siebie uwagę, to normalne (dla Ciebie) dla innych wkoło nie musi, bo…nie są do tego przyzwyczajenie, nie mają dzieci. Nie rób scen, bo to może wywołać odwrotne skutki. Zachowaj spokój, bo jeśli Ty będziesz spokojna/y to dziecko to wyczuje. Jeśli nie uda się spokojnie wytłumaczyć dziecku przy stole – nie stukaj , nie krzycz – wyjdź na zewnątrz – wytłumacz, uspokój i wróć. Tak chyba najlepiej.
  3. Szanujmy się – klient jest klientem, ten bez dziecka przyszedł w takim samym celu – coś zjeść, przekąsić napić się lub po prostu odpocząć od codziennego gotowania 🙂 a może randka lub odpoczynek? Uszanuj to. To samo powinno działać w drugą stronę – nie tylko dzieci są głośne, prawda? Rodzic z dzieckiem nie powinien być gorzej traktowany.
  4. Restauracja to nie tylko miejsce dla klientów – to także miejsce pracy dla kelnerów, personelu. Biegające dziecko pod nogami nie ułatwi mu doniesienia gorącej zupy do mety… Zwrócenie uwagi dziecku przez gościa restauracji czy personel? Nie reaguj pochopnie. Czasem lekka uwaga obcej osoby może dobrze wpłynąć na zachowanie dziecka. Przynajmniej u nas tak było 🙂
  5. Zgrzesz – raz na jakiś czas można jakieś fryteczki, pizzę…chyba nie zaszkodzi 🙂

Pierwszy raz

Pierwszy raz byliśmy w restauracji z Julkiem jak miał około 3-4 miesiące i wtedy właśnie było najłatwiej. Poszliśmy w momencie drzemki dziecka i dzięki temu mogliśmy spokojnie zjeść, po zjedzeniu traf chciał, że Julek się obudził i miał czas na jedzenie a my w tym czasie miło spędziliśmy czas w gronie znajomych. Można? Można! Roczny, półtoraroczny- bez problemu! Siedział grzecznie w wózeczku i przyglądał się nam, ludziom wkoło, co dzieje się za oknem i…podjadał nam z talerza. Byliśmy pod wrażeniem, że takie dziecko umie się zachować. Do czasu… Dwuletni Julek i półroczna Lilka – Julek „nie, ja nie będę tego jadł” i Lilka „łeeee, jak mi się chce spać” ach, wtedy strasznie się zraziłam i nie chodziłam przez dłuższy czas po knajpkach. Kolejny raz – trzyletni Julek, roczna Lilka i dwumiesięczny Borys – takim składem udaliśmy się do restauracji. Po ostatniej sytuacji -wybraliśmy miejsce na tarasie, z gromadką łatwiej było nam się tam zmieścić i by nikomu za bardzo nie utrudniać. Nie było łatwo, bo akurat cała trójka była jakaś pobudzona. No cóż… Praktyka czyni mistrza 🙂

 

Jak u Was jest? Macie jakieś sposoby, dopisalibyście jakiś punkt od siebie?

 

 

Może cię zainteresować