CIĄŻA

Dostałam wyrok w zawieszeniu

Wyrok w zawieszeniu – nie za dużo powiedziane?

To zależy. Dla osoby, która nie lubi siedzieć w jednym punkcie, wysiedzieć na czterech literach za długo bo ma coś do zrobienia, bo chciałaby coś zrobić lub po prostu zrobić to po swojemu, to TAK! Wyrok w zawieszeniu – jak nic! Dla osoby, która lubi nie robić nic, być wyręczana to pewnie byłoby dobrze…Jestem tym pierwszym przypadkiem i dla mnie to wyrok, dobrze, że to wyrok w zawieszeniu 🙂 bo do czerwca dwa miesiące. Brzuszek musi leżeć a wraz z nim ja. Taką odsiadkę dostałam z przykazaniem od lekarza, który prowadzi moją ciążę. Która brzuchata tak miała, wie co to znaczy 🙁

 

Na własne życzenie?

Myślałam… ach myślałam, że mogę wszystko sama, bo przecież czuję się na siłach – noszenie, tańczenie z małą Zołzą czy ganianie się z Młodym. A później dokuczliwy ból podbrzusza. Przecież to ciąża, prawda? Pierwsza i druga ciąża na dużych obrotach i super przebiegała. Leżenie i kwiczenie mnie nie dotyczy. A jednak. Do trzech razy sztuka – tak się niby mówi. Dopadło i mnie a nie jest to łatwe. Mądry polak po szkodzie, prawda? Głupia, nie pomyśli, nie przemyśli zanim coś zrobi a o pomoc też nie poprosi bo po co. JA nie dam rady? Noł łejjj!  Kto by pomyślał, teraz tylko mogę popatrzeć jak ktoś robi rzeczy, które wolałabym ja. Chociaż z kuchnią mamy nie mogę się chyba równać 🙂 Bo to ona w tym niefajnym dla mnie czasie pomaga przy wszystkim i przy wszystkich. Spacery? Do łazienki i z powrotem, tak powinnam a jak robię? Trochę więcej, bo przecież muszę, no muszę co nie co zrobić po swojemu, nie odmówię dziecku zabawy, karmienia czy zwykłego posiedzenia na kolanach, ach. Miałam tyle rzeczy do zrobienia. Zamiast cieszyć się macierzyństwem i czasem bycia w ciąży to mam przymus. Za jakie grzechy!

Dobra! Skończ już użalać się nad sobą!!! Pomyśl o Nim, o tym Maleństwu, które nosisz pod serduchem – mówi mi mój wewnętrzny głos. Mówi prawdę, wiem to ja i Ty. Wracam teraz myślami do dnia, w którym przybyłam do szpitala będąc Julkiem w ciąży. Zawitałam do pokoju gdzie leżały dwie kobiety, które musiały leżeć przez całe ciąże plackiem i nawet zabroniony spacer do toalety. Był lipiec a one już leżały sporo i do października…  Współczułam im, bardzo im współczułam. Ja na drugi dzień urodziłam i szybko o tym zapomniałam. Jestem o tyle w komfortowej sytuacji, że poleżeć mogę sobie w domu, więc biorę się w garść i odkrywam nowe formy spędzania czasu z Maluchami. Układanie puzzli na leżąco, przyklejanie naklejek w książeczkach, jeżdżenie samochodami, czemu nie? Gorzej z tą moją Zołzą wiercipiętkiem, która jest na etapie poznawania świata i uciekania. Czego się nie robi dla najmłodszego Serduszka…

 

No nic, trzeba pogodzić się z tym jak przykazano – leżeć, jak najwięcej, jak najdłużej. Na szczęście to wyrok w zawieszeniu 🙂 i odwiesi się miejmy nadzieję w czerwcu. To będzie piękny czas wakacji, wierzę, że może inaczej spojrzę na świat 🙂 Trzymajcie kciuki!

Która brzuchata tak miała i podzieli się poradami? Jak dałyście radę, skoro chciałoby się wszystko ogarnąć samemu?

 

Może cię zainteresować