MALUCH

Dieta dziecka – jak to u nas wygląda

Największy błąd

Pierwsze dziecko. Jesteś oceniana pod każdym względem. Milion pytań do… Najpierw „czemu nie ciąga cyca” później „płacze, to głodne”, „powinno to już jeść”. Wszędzie presja, wszędzie „dobre rady”, a ja? A ja posługiwałam się schematem żywieniowym otrzymanym z przychodni i ukradkiem czytałam co inne matki  przygotowują swoim dzieciom. Dieta dziecka nie była u naszego niemowlaka jakaś uboga. Proponowałam mu wiele produktów. Starałam się by były przede wszystkim zdrowo. Jednak przyszedł moment, kiedy Julek nie chciał jeść. I to właśnie było najgorsze co zrobiłam – zmuszałam go do jedzenia. Z tyłu głowy słyszałam „znów schudł, mama go nie karmi„. W tamtym momencie bardzo brałam do siebie to i każda uwaga, że Julek taki chudy działała jak płachta na byka. Także by oszczędzić sobie tych uwag – żałuję co zrobiłam. Szkoda, że zrozumiałam to tak późno. Wiesz kiedy? Urodziła się Lili, miałam zupełnie inne podejście, bez parcia na szkło a „dobre rady” schowałam do szufladki. To jest najlepsze rozwiązanie.

Trzymaj się tego

Zawsze można się poradzić, zapytać, bo kto pyta nie błądzi. Jednak trzymaj się tego, że to TY znasz swoje dziecko najlepiej. To TY wiesz co proponowałaś podać swojemu dziecku, jaki był jego wybór, wiesz kiedy pora na co, nie Kazia, Zosia czy Krysia. Nie sugerowałam się również np. słoiczkami – to, że napisane,  po 4 miesiącu nie zawsze musi tak być. Każde dziecko inaczej wszystko przyjmuje, inaczej reaguje na produkty, także zawsze trzeba trochę eksperymentować a czasem coś wyeliminować.  Wiem to po sobie – Borys był takim dzieckiem, które nie radziło sobie z marchewką (TU). Wspomnę tu jeszcze o tym, że robiąc zupę krem dla dzieci z mięskiem, zawsze gotowałam mięso oddzielnie. Ile tym sensacji zrobiłam wiem sama. Ale na prawdę, masz swoje przekonania, nie walcz z tym. Ja się tego trzymałam.

Dieta dziecka – czy zdrowo karmię?

Starałam się. Jednak, przyznam się, że nie zawsze to wychodzi.

  1. Śniadania – nasze dzieci mało jedzą na pierwsze śniadanie – są to jogurty – Lili i Borys, jedzą takie jakie im wybiorę ja – głównie są to Piątusie lub jogurty naturalne. Z Julkiem jest trochę gorzej – Fantasia z czekoladą. Wiele razy proponowałam im owsiankę na śniadanie lub kolację, jednak rosła im w buzi i te oczy „kiedy to się skończy”.
  2. Drugie śniadanie to zazwyczaj kanapka i koniecznie warzywo lub kaszka i owoc dla Borysa. Niedzielne drugie śniadanie to często jajecznica na maśle (w sezonie ze szczypiorkiem), kawałek chleba i oczywiście pomidor. Wrócę do kanapek a właściwie co na nie kładę. Stawiam na jakiś pieczony schab, wędlinę bez konserwantów i nie zawsze się udaje. Wiesz czemu? Bo…tata je co innego i oni chcą to co tata. Nie mogę patrzeć, jak jedzą taką mielonkę, bo mam odruch wymiotny. Oni się tym zajadają a ja zastanawiam się ile mięsa w mięsie.
  3. Obiad – Gotuję im oddzielnie, no i w sumie dla siebie też. Stawiam, na jedzenie gotowane lub pieczone. Unikam smażonego, jednak niedzielny schabowy na smalcu musi być (oczywiście nie dla Borysa). Moje dzieci na obiad jedzą głównie pulpety ze schabu, łososia i pstrąga wręcz uwielbiają, czasem bitki ze schabu lub polędwiczki, unikamy drobiu, chyba, że gotowany z rosołu indyk to tak… Niezastąpiona surówka z marchewki i jabłka musi być! Zupy to rosół z makaronem, a raczej makaron z rosołem, krupnik i zupa z pulpecikami (taki rosół z mini pulpecikami). Borys zje chyba wszystkie zupy – ogórkową, fasolową, pomidorową, buraczkową, nie ma z nim problemu. Czasem na obiad zrobimy też…pizze. Oni uwielbiają pizze a ja czasem idę na łatwiznę – sos pomidorowy głównie robimy sami – mozzarella i wystarczy.
  4. Podwieczorek – gofry, ze zwykłego przepisu – mąka pszenna, nie kombinujemy z zamianą na „zdrowszą” czy coś bezglutenowego. Czasem kisiel, czasem kanapka, domowe ciasto, owoc, mus z owoców (robimy sami ale są też wyciskane z tubki).
  5. Kolacja – nie mamy pomysłów na kolację. Pewnie wielu ludziom się to nie spodoba – są parówki – taaak zwykłe parówki, jest i kabanos drobiowy, są naleśniki z dżemem, zapiekanki, zdarzą się też płatki kukurydziane.

Przekąski i słodycze dla dzieci

Do ok 2 roku życia, Julek wiedział o istnieniu biszkoptów, chrupek kukurydzianych i herbatników. Jeśli dostał od cioci, wujka, babci, dziadka słodycze – zjadałam je. Teraz jest trochę gorzej. Juli jest już starszy coraz częściej przynoszono mu w „prezencie” słodycze a on głupi nie jest. Głupia nie jest Lili i Borys. Jeśli Julek dostał coś to i dla nich też „trzeba”. To, że w miarę udało mi się „uchronić” Julka przed tym, młodszych już nie. Często zdarzają się Przekupywanki, znasz to? Do tej pory się z tym zmagam. To jest też powód Julka niechęci do jedzenia, gdyż oczekuje od nas „nagrody” za zjedzenie. Nie tędy droga – toczę jeszcze z tym walkę, nie jest łatwo. Czy są u nas słodycze? Tak są. Jednak dozuję słodycze, najczęściej jest to kostka czekolady – Juli najbardziej lubi gorzką, kinderek, wafelek, lizak. Tego nie uniknę i w pewien sposób nie chcę bronić.

Śmieciowe jedzenie

Jak zauważyłaś zdarza się i u nas śmieciowe jedzenie. W naszym przypadku ciężko byłoby to zmienić. Musielibyśmy zacząć od siebie. W przypadku, gdy dzieci widziałby, że jemy owsiankę, kulki mocy czy inne super jedzenie, też by może po to sięgały. Ja dałabym radę, jednak Piotrek i owsianka? Śmiech na sali – Piotrek jest bardzo mięsny i mowy nie ma o „suchym pieczonym schabie”. Chowanie się z jedzeniem też nie ma najmniejszych szans, bo nie dajmy się zwariować. Jeśli chodzi o jedzenie „na mieście” to gównie jest to rosół i frytki oraz podjadanie nam z talerzy. Zamówianie w knajpie mieszanki warzywnej czy inne zdrowe jedzenie kończyło się na fochu. Czasem lubimy zjeść z Piotrkiem fast food – dzieci sięgają „tylko” po frytki. Zapiekanki, hot dog, burgery i inne tego typu jedzenie nie robi na nich wrażenia. Po prostu tego nie chcą a ja się cieszę 🙂 Aaaa i na wakacjach była Nutella 😛

Woda czy sok?

Moje dzieci zdecydowanie woda, woda, woda. Nie wiem czy to dlatego, że od samego początku w zasięgu ręki była dla nich tylko woda.. Soki – głównie świeże, wyciskane przez nas. Lili lubi, jednak chłopaki grymaszą i jeśli mają do wyboru sok czy woda, zdecydowanie wybiorą wodę. Herbatki, też raczej odpadają, nie ich smaki. Czy zdarzają się kupowane soki/ napoje? Zdarzają, ale to bardo ale to bardzo rzadko. Głównymi kusicielami są opakowania soków czy napojów sokopodobnych z postaciami z bajek. Dlatego omijam te alejki w sklepach, jeśli już w nich jestem. Niedozwolone jest u nas spożywanie napojów gazowanych, oni o tym wiedzą i też nawet nie proszą.

Chcieć to móc

I tak i nie. Może bym się zawzięła to by się udało. Jednak trudno jest uniknąć wielu sytuacji. Przetłumacz np. Babci, że tego nie dawaj. Realne? U mnie nie. Wiem to po swojej mamie, ona nie zabroni zjeść jednej czekoladki więcej czy swoich eksperymentów. Dla niej najważniejsze jest to, by dziecko było najedzone i tyle. I wiele babć tak zapewne ma. Dla drugiej Babci mięso, mięso, trzeba jeść mięso. Na kanapkę, na przekąskę na obiad. Z całym szacunkiem dla mięsożerców, ale inne potrawy też są, a i spożycie mięsa zalecane jest 2-3 dni w tygodniu. Chyba nie chcemy zniechęcać? A jak jest u Ciebie, zdarza się śmieciowe jedzenie?

Powodzenia!

 

Może cię zainteresować