PODRÓŻE

Benidorm Nowy Jork Morza Śródziemnego

Wakacje z dzieckiem

Benidorm przez mój pryzmat

Benidorm było najbliżej położonym miastem, od hotelu w którym się zatrzymaliśmy. Tym samym miasto to zostało potraktowane przez nas jako miejsce na później, gdyż był to przysłowiowy rzut beretem by się tam znaleźć. Oczywiste jest to, że będąc na Costa Blanca musieliśmy je odwiedzić! Przede wszystkim jestem człowiekiem, który chciałby zobaczyć wszystko co jest możliwe i zaznać wszystkich atrakcji, które proponuje miejsce w którym się przebywa. Nie można mieć wszystkiego, gdy czas ogranicza. Na ten dzień prócz Benidorm, mieliśmy zaplanowaną Alteę, która skradła moje serce i zostaliśmy tam ciut dłużej niż planowaliśmy oraz Wodospady Algar.

Jak już wspomniałam, Benidorm było jednym z punktów na mapie, które tego dnia chcieliśmy odwiedzić. Samochód zaparkowaliśmy w garażu podziemnym, kilka ulic dalej od plaży. Udaliśmy się pieszo w kierunku Miraror del Castillo. Jest to przepięknie położony na skalistym urwisku biały balkon widokowy. Prowadzą tu schody z Plaza del Castillo, gdzie niegdyś wznosił się zamek. Miejsce jest przepiękne, plac z filarami udekorowany biało – niebieskimi detalami, które nadają temu miejscu elegancji. Do tego te schody i piękny punkt widokowy. Najlepiej przybyć tu z rana. Wtedy można zrobić jeszcze zdjęcia bez osób trzecich. Gdy dotarliśmy nie było wcale turystów, kilka minut później zaczęli się pojawiać.

Legenda wyspy

Z Balkonu Śródziemnomorza można dostrzec niewielką wyspę Isla de Benidorm, która ma swoją legendę. Świetnie się złożyło, bo lubię w podróży mieć jakąś ciekawostkę dla dzieci. Jedna legenda głosi, że na szczycie Puig Campana mieszkał olbrzym, który więził dziewczynę. Dlatego też, na ratunek kobiecie ruszyli mieszkańcy. Zdenerwowany Olbrzym zdenerwował się i urwał kawałek góry i wrzucił ją wprost do morza. Kolejna legenda głosi, że Olbrzym i dziewczyna byli w sobie zakochani. Jednak dziewczyna zachorowała, jej ukochany z rozpaczy wyrwał kawałek góry i wrzucił ją do morza.

I ostatnia, którą pamiętam to romantyczna opowieść o Roldanie, który był rycerzem króla Karola Wielkiego, który zakochał się w kobiecie spotkanej na wybrzeżu. Jego ukochana zachorowała, dlatego Roldan postanowił udać się do Puig Campana, gdzie mieszkał czarnoksiężnik, który mógł uratować wybrankę. W rezultacie usłyszał, że los dziewczyny jest inny i umrze jak tylko ostatni promień słońca dotknie jej ciała. Rycerz uświadomił sobie, że zmarnował sporo czasu wchodząc na szczyt, zamiast spędzić ostatnie chwile z ukochaną. By przedłużyć życie dziewczynie, Roldan wbił swój miecz w skałę, by słońce zaszło chwilę później. Skała rozpadła się na kawałki a jedna z części wpadła do morza i tak powstała wyspa Isla de Benidorm. Na koniec Roldan popłynął z ciałem dziewczyny na wyspę i przy samym brzegu, tym samym mieczem zatopił łódź a morze zabrało ich ciała…

Benidorm europejskim Nowym Jorkiem

Miasto to, to zdecydowanie najsłynniejszy kurort Costa Blanca. Znany z największej liczby drapaczy chmur w Hiszpanii. Dlatego też, porównywany jest z Nowym Jorkiem i nazywany Nowym Jorkiem Morza Śródziemnego. Jak dla mnie to bardziej ciekawostka niż must have przyjrzenia się wieżowcom z bliska. Widziałam je jedynie z punktu widokowego.

To nie koniec wycieczki

Mimo, że o poranku odwiedziliśmy Benidorm, to nie koniec naszej wycieczki. Tak jak wcześniej wspomniałam, za dnia odwiedziliśmy punkt widokowy, z którego krajobraz jest przepiękny. Nie mogłam przestać się zachwycać. Od zachodniej strony balkonu można dostrzec najdłuższą plażę Playa de Poniente. Pomiędzy nadbrzeżem portowym a cyplem Punta Canfali ukrywa się maleńka plaża Playa del Mal Pas. Od strony wschodniej znajduje się kolejna plaża Playa de Levante. Z tego miejsca widać również drapacze chmur i wyspę Isla de Benidorm.

Wracając do samochodu, przeszliśmy się pomiędzy wąskimi uliczkami. Jednak czułam niedosyt. Mimo wszystko Altea i wodospady czekały na nas również.

Wracając do hotelu, po całodniowej wycieczce zboczyliśmy z drogi i jeszcze raz wstąpiliśmy do Benidorm. Zdążyliśmy na zachód słońca. Miasto tętniło życiem. Niezliczone tłumy ludzi spacerowały tymi wąskimi alejkami, restauracje były wypełnione, muzyka grała. Było gwarno i ciasno. Skręciliśmy w jakąś mniej wychodzoną ścieżkę po obiecane drobiazgi dla dzieci i standardowo po pamiątkowy obrazek z podróży. Zdecydowanie wolę to miasto o poranku.

Coś za coś

Będąc na Costa Blanca w hotelu otrzymałam kilka ulotek. Głównie do parków rozrywki m.in. Terra Mitica, Mundomar, Aqualandia i Oceanarium w Walencji.

Aqualandia – to park wodny ze zjeżdżalniami a Mondomar dodatkowo oferuje pokazy delfinów i inne tropikalne zwierzęta. Terra Mitica wydaje się świetnym parkiem rozrywki. Bardzo chcieliśmy się tu udać. Jednak przyjrzeliśmy się sobie bardziej i byliśmy na tak ale… innym razem. Wtedy te parki rozrywki wydawały nam się dla starszych dzieci niż nasze – dwulatek, trzylatka i pięciolatek. Pewnie nie skorzystalibyśmy z pełnej oferty, którą proponuje ten park rozrywki. Wybraliśmy się do oceanarium będąc w Walencji.

Może cię zainteresować