PARENTSY

Babo, do pracy!

Przecież ja nic nie robię… czyli wieczny urlop

Zwał jak zwał. Ładnie nazwane – urlopem, prawda? Co z tego czy to urlop macierzyński, wychowawczy czy wypoczynkowy, ważne, że urlop. Macie takie wrażenie, że jak mówicie, że jesteście na urlopie macierzyńskim to wszyscy Ci mówią „jeeej ale Ci dobrze, nie musisz pracować” lub coś w ten deseń? I w tym momencie pękam… pękam ze śmiechu i często chcę dodać „zamienimy się”. Babo, do pracy! Dlaczego? Bo jeśli myślisz, że na urlopie macierzyńskim czy wychowawczym leżałam i pachniałam, spałam do 10, miałam czas na wieczne przesiadywanie u przyjaciółek na plotkach lub wypady do galerii na „szoping”a dziecko, dzieci same się się sobą zajmowały to, przykro mi, ale jesteś w mega błędzie. Ten macierzyński zwany urlopem, jest TYLKO zwykłym urlopem od PRACY ZAWODOWEJ. No to co źle (?) nie musisz chodzić do pracy! Wiem, że na tym miejscu jest wiele kobiet, które na ochotnika by się zamieniły by móc do tej pracy zawodowej wrócić…

Babo, do pracy!

Nie jeden by tak powiedział: Babo, do pracy byś się wzięła a nie za macierzyńskim się chowasz! No przecież jestem na urlopie, to co, że macierzyńskim czy wychowawczym. Leżę sobie brzuchem do góry, a wszystko w domu samo się robi i wszystko w koło dziecka również. „cóż to za praca” nie jeden by wyśmiał. Patrząc na nasze dzieci, nie raz słyszałam, że one takie grzeczne, nic nie trzeba przy nich robić, anioły i tyle. Nikt nie wie jak to jest „od kuchni”, ale też nie ma chętnych za bardzo do posiedzenia z naszą Trójcą (prócz Babci Irenki :P). Czyli coś w tym jest haha. Ile pracy w te moje anioły wkładam, czy ktoś wie? Pomijam TOP 5 i skupię się na czymś innym.

Wybrałam wychowawczy…

Dlaczego nie wróciłam do pracy zawodowej? Czy to dlatego, że nie chciałam? Nie. Chciałam. Uwierz, że chciałam, oderwać się od domu, wyjść do ludzi, robić coś innego. Każda mama jest mamą 24/7 bo jeśli masz dziecko nie przestajesz nią być! Jednak mama pracująca zawodowo od mamy spędzającej czas w domu się różni, wiesz? Choćby pod względem psychicznym. Nie wiem czy mnie dobrze zrozumiesz, bo ze mną jest wszystko ok, ale zauważyłam to jak poszłam do pracy po macierzyńskim (po Julku). W pracy „odpoczęłam” od Julka ale miałam do siebie za złe, że go „zostawiłam”. Chciałam mu wszystko wynagrodzić i miałam na to siłę pod względem psychicznym, która mnie budowała. Ale jest jedno ale, a właściwie dwa…nie dorosłam do tego by móc zostawić jeszcze Borysa w żłobku lub niani. Po drugie, abym ja mogła wrócić na pełen etat, ktoś musiałby przyjść na kilka godzin na moje miejsce „mamy” by zaprowadzić dzieci, odebrać je itd. Czy mi się to opłaca? Nie. Musiałabym swoją prawie całą wypłatę „oddać” niani, czyli w ten sposób pracowałabym „za darmo”. Tak więc na słowa Babo, do pracy odpowiedziałabym, że OBECNA 🙂

 

Może cię zainteresować