Bez kategorii PODRÓŻE

Ach Mazury, Mazury…

Póki jeszcze jest pogoda, wybraliśmy się na trzydniową wycieczkę na Mazury. Tak jak zawsze, dzień wcześniej przygotowany został samochód do drogi. Mam na myśli tankowanie, wcześniej to robimy aby nie przedłużać drogi z maluchem zajeżdżając na stację. Tradycyjnie, większość walizki była zajęta przez rzeczy naszego malucha. Mimo, że prognoza pogody była idealna, letnia, nie mogło zabraknąć cieplejszych ubrań dla syna. Czyli od krótkiego rękawka do ciepłego swetra czy kurtki czy nawet czapki. Na szczęście nie musieliśmy używać tej garderoby, wystarczyła ta na ciepłą pogodę. W bagażniku znalazło się też łóżeczko turystyczne, bujaczek, leki, wózek, artykuły butelkowe 🙂 Z każdym wyjazdem coraz lepiej się pakujemy i udaje nam się wcisnąć coraz więcej rzeczy.

Wybieramy głównie czas na podróż, gdy nasz synek ma drzemkę. Zanim wyjedziemy z miasta maluch już śpi. Tym razem nie dopisała drzemka, bo staliśmy troszkę w korkach i smyk się obudził. Mimo, że nie spał tyle ile powinien, podróż zniósł super. Zrobiłam test – pierwszy raz usiadłam z przodu a nie tak jak zawsze z synkiem z tyłu. Myślałam, że będzie z tego powodu niezadowolony, bo kto będzie go zabawiał. Ku mojemu zdziwieniu, nie było źle. Maluch zajął się sobą gdy nie spał, bawił się, śpiewał i rozmawiał po swojemu. Gdy widziałam, że zbliża się chwila, kiedy młodemu będzie się nudzić, wymyśliłam zabawę. Odsłaniałam i zasłaniałam przednie lusterko, widzieliśmy się w nim, a syn w głos się śmiał i chciał więcej. Nie zdążył nawet pomyśleć, żeby pomarudzić, bo bezpiecznie dojechaliśmy do celu.

Pogoda była świetna, ciepła jak na wrzesień 25 stopni. Korzystając ze słońca, udaliśmy się nad jezioro Roś. Będąc na pomoście, podziwialiśmy widoki jeziora a w nim łowiące łabędzie i żaglówki. Gdy maluch nam się rozchodził, poszliśmy na trawkę. Rozłożyliśmy kocyk i rodzinnie spędziliśmy czas, bawiąc się z naszym urwisem.

Następnego dnia pojechaliśmy nad jezioro Brzozolasek. Piękne widoki, zapach lasu, cisza i spokój. Aż nie chciało się wracać. Ale maluch nie był w humorze i długo nie spędziliśmy tam czasu, a szkoda.

Wróciliśmy w poniedziałek, by uniknąć niedzielnych korków. Droga minęła szybko. Tradycyjnie zamiast wrócić wypoczętym z podróży, byliśmy zmęczeni ale chętni na kolejną wycieczkę 🙂

Może cię zainteresować